Gorący temat

KONWENT ŚW.DONALDA, CZYLI KANDYDUJ, KTO W TUSKA I BOGA WIERZY 19.03.2009

Premier Tusk postanowił zakasować św. Katarzynę, pod której wezwaniem prawicowy konwent zrobił klapę, i z konwentem własnego imienia iść na europejskie barykady. Z ludem roboczym w postaci odkurzonego Mariana Krzaklewskiego.
 
Krzaklewski to prehistoryczny działacz NSZZ „Solidarność”. Zaczynał w 1980 roku, kiedy związek w swych słynnych postulatach, uznanych za dziedzictwo ludzkości, domagał się wprowadzenia kartek na mięso. Jako przewodniczący związku (1991-2002) miał tak interesujące pomysły, jak zakończona sukcesem inicjatywa udupienia rządu Suchockiej (1993) czy uczynienie premierem nikomu wówczas nieznanego, Jerzego Buzka (1997) i kierowanie rządem z tylnego siedzenia, co w 2005 roku powtórzył Jarosław Kaczyński, z równie kochliwym Marcinkiewiczem.
 
Piękny Marian jest niczym kosmetyk „dwa w jednym”. Zwolennik strajków i masowych demonstracji, dopóki nie uderzały w rząd kierowany przez jego protegowanego. Działacz związkowy firmujący rządowe działania przeciw robotnikom. Uważa, że „łatwiej obalić rząd niż pół litra”, co świadczy o słabej głowie i jeszcze słabszych prawicowych gabinetach. Realizator czystek określonych mianem TKM (teraz, k..., my). Wyciszony medialnie od 2002 roku, kiedy to – jak twierdzi – „minęła mu słabość do swojej urody”.
 
Krzaklewski to istna kwintesencja Platformy Obywatelskiej. Do Tuska pasuje pod względem niechęci do lewicy, dyktatorskiego zadęcia i ambicji prezydenckich. Małżonka, będąca z ramienia PiS radną w Gdańsku, upodabnia go do Rokity. Ostentacyjna bogobojność – do Gowina, a uroda – do Nowaka. Piękny Marian ma być wyborczą seksbombą Platformy. Ponieważ seks się ulotnił, zostanie najpewniej niewypałem.
 
Propozycja dla Krzaklewskiego wygląda na chęć wrogiego przejęcia przez PO przynajmniej części elektoratu PiS w jego bastionie, czyli Podkarpackiem. W kujawsko-pomorskim rolę PiSołapa będzie pełnił Paweł Zalewski, były wiceprezes partii Kaczyńskiego. Miłośniczka kaczorów, Jadwiga Staniszkis jest kuszona na listę warszawską. Miałaby pozować do wspólnego zdjęcia z Danutą Hubner, Leną Kolarską-Bobińską i Jackiem Pałasińskim. Z Małopolski do Brukseli ma prowadzić Platformę były działacz Porozumienia Centrum, Andrzej Gołaś.
 
Aż żal, że Fotyga poszła w ambasadory. Mogłaby otwierać listę PO w Gdańsku. Na Podlasiu najlepszy dla partii Tuska byłby Kononowicz, ale chwilowo też już niestety zagospodarowany. Prawdziwym hitem byłoby wyjęcie PiS-owi - marzącego o Brukseli, a nie mającego kaczej zgody na kandydowanie – Kurskiego.
 
Przed wyborami krajowymi, warto się przekonać, ile prawicowo-nacjonalistycznego odchylenia jest w stanie znieść elektorat Platformy. Czy poprze listy szykowane pod hasłem: Kandyduj, kto w Boga i notowania Tuska wierzy. Do kompletu brakuje już tylko błogosławieństwa Rydzyka. Można je kupić za zgodę MSWiA na publiczną zbiórkę kasy na geotermalne wiercenia i przeniesienie „Dni modlitewnej zadumy” z Łagiewnik do Torunia.

19.03.2009

Powrot