Gorący temat
Gadzinowski: Cuda, cuda ogłaszają 29.05.2009

Choć kres kampanii do Parlamentu Europejskiego już widać, to czas jeszcze, by wyborców przestrzec. Przed kandydatami cuda, cuda ogłaszającymi.
Złote Rybki to najliczniejsza grupa kampanijnych czarodziejów. Na przedwyborczych spotkaniach, zwłaszcza tych kameralnych, obiecują budować mosty, kładki dla pieszych, szpitale. Nie informują, że tego zrobić nie mogą. Bo to jest w kompetencji samorządów. Że europosłowie mogą tylko pomóc uzyskać fundusze dla kraju lub regionu, nie na konkretne inwestycje. Ale zawsze taka rybeńka może liczyć, że „ciemny lud“ obietnice kupi i zagłosuje. A potem lud oszusta wyborczego przez pięć lat nie zobaczy.
Dobrzy Wujkowie to inny gatunek. Ci składają obietnice indywidualnie. Jeden z kandydatów z Warszawy pytany przez telewizyjną dziennikarkę o to, co dobrego zrobi dla polskich studentów, odparł, że zatrudni pięciu studentów w swoim biurze poselskim. Rzecz jasna - z uczelni, gdzie właśnie debatował. W następnej uczelni obietnicę podtrzymał. Tyle że tam beneficjentami zostali studenci tej drugiej uczelni. Nie informował, że gdyby był skutecznym europosłem, to mógłby wpłynąć na zwiększenie funduszy stypendialnych dla wszystkich polskich studentów. Ale wtedy nie byłby pozyskującym naiwnych głosy Dobrym Wujkiem. Podobni Wujkowie obiecują załatwić pracę stoczniowcom, kolejarzom, szwaczkom.
Obrońcy Wiary. Ci idą do Brukseli, by ocalić katolicyzm w Polsce. Nie zauważają, że najwięcej dla ocalenia katolicyzmu można zrobić chodząc do kościoła. Bliżej, taniej, naprawdę skuteczniej. Parlament świątynią nie jest.
Jedyni Reprezentanci Polski . To ekipa PO. Platformiarze przekonują, że tylko oni właściwie reprezentują całą Polskę i są zaporą dla antypolskiego PiS. O istnieniu innych konkurujących ugrupowań, jak np. SLD, PSL, taktycznie nie wspominają. A nuż wyborcy nie dowiedzą się.
Szantażyści Polityczni. To też PO. Szantażują potencjalnych wyborców, że jeśli nie zagłosują na ich listę, to Polska nie będzie miała przewodniczącego PE. Bo ktoś ponoć zdecydował już, że zostanie nim niewybrany jeszcze Jerzy Buzek. Ciekawy sposób rozumienia demokracji.
Platforma oszukuje też społeczeństwo, że tylko ona będzie w PE skuteczna, bo należy do największej frakcji politycznej. Nie upowszechnia informacji, że w tej samej frakcji jest też PSL. Że druga liczbowo frakcja to socjaliści. Należą do niej SLD, Unia Pracy. I mogą być też kandydaci z SdPl.
Cepelia Wyborcza. W PE liczą się największe ugrupowania polityczne. Aby do nich należeć, być tam skutecznymi należy mieć programy wyborcze tożsame z tymi międzynarodowymi frakcjami. Tak uczyniła koalicja SLD-UP, która za podstawę swego programu wyborczego przyjęła Manifest Partii Europejskich Socjalistów. Za przyjęcie owego manifestu zostałem niedawno skrytykowany przez lidera PdP posła Dariusza Rosatiego, który zarzucił nam brak oryginalności, brak własnego programu. Tłumaczyłem, że manifest jest horyzontem, programem na lata. A każdy z nas coś swojego do bieżącej pracy parlamentarnej wniesie. Zaś rękodzieło PdP nie ma znaczenia. Bo jeśli prof. Rosati zostanie wybrany i wstąpi do frakcji PES, jak deklaruje, to będzie musiał realizować Manifest PES. Jak SLD. Albo znajdzie się na marginesie PE - tam, gdzie jest miejsce dla reprezentantów takiego lokalnego rękodzieła.
PIOTR GADZINOWSKI (ostatni na liście SLD-UP w Warszawie i okolicach)
29.05.2009






