Blogosfera

Napieralski: SLD jest liczącą się siłą polityczną

Z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej i szefem KP Lewica rozmawia na łamach „Expresu Bydgoskiego” Przemysław Łuczak.

Powiedział Pan, że w ostatnich wyborach Polacy pokazali, kogo uważają za prawdziwą lewicę. To było przesłanie do byłych partnerów z LiD?

To było stwierdzenie faktu, że w Polsce jest oczekiwanie na bardzo wyrazistą i czytelnie określoną lewicową partię. Te wybory pokazały, że tworzenie na lewicy czegoś przeciwko SLD jest dzisiaj niemożliwe. Zdobyliśmy ponad 12 proc. głosów, niektórzy nawet mówią, że to dobra odskocznia na przyszłość, ale uzyskany wynik nie jest na miarę naszych oczekiwań. Gdyby udało się zbudować wspólną listę lewicy, a kilkoro kolegów i koleżanek było z nami, mielibyśmy szansę na uzyskanie około 15 proc. Z drugiej strony, obawialiśmy się gorszego rezultatu, PiS i PO nie ukrywały bowiem, że są gotowe zmieść nas z politycznego podwórka i zacznie kształtować się system dwupartyjny. Wyborcy dając lewicy kilkanaście procent pokazali jednak, że wciąż jest dla nas przestrzeń.

Zjednoczenie lewicy jest możliwe?

Na wrzesień planujemy zwołanie okrągłego stołu lewicy. Zapraszamy do udziału w nim - bez żadnych warunków - wszystkich, którzy chcieliby o tym rozmawiać. Zdaję sobie jednak sprawę, że są tacy, którzy szukają innych rozwiązań. Ale wierzę głęboko, że wokół naszej partii może skonsolidować się środowisko lewicy, a SLD, tak jak kiedyś SdRP, przekona do swojego programu wyborców i autorytety, i ruszy po zwycięstwo w wyborach samorządowych i parlamentarnych.

Czym zamierza Pan przekonać Polaków do głosowania na SLD?

Chcielibyśmy bronić ludzi pracy, żeby pod pretekstem kryzysu nie były naruszane ich podstawowe prawa. SLD powinien być bardziej aktywny w sferze edukacji, żeby nie było dysproporcji w wykształceniu mieszkańców małych i dużych miejscowości. Będziemy także walczyć o to, aby europejskie standardy obowiązywały również w Polsce. Chodzi nie tylko o sprawy światopoglądu czy prawo do zapłodnienia in vitro, lecz także o świeckie państwo i rzetelne ukazywanie historii, która przez polityków prawicy jest bardzo często zafałszowana. Gdybyśmy w tych obszarach pokazali konsekwencję i skuteczność, to wierzę, że odzyskamy wiarygodność.

Jak dużo czasu potrzebuje SLD, żeby znowu stać się liczącą siłą polityczną?

SLD jest liczącą się siłą polityczną, dlatego że przy wecie prezydenta nic bez nas w Sejmie się nie stanie. Ale czeka nas długa droga, nim znowu będziemy na tyle silni, żeby utworzyć rząd. Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć precyzyjnie, ponieważ polska scena polityczna układa się bardzo różnie, często przyspiesza - widzimy, jak szybko PiS straciło władzę czy jak długo utrzymuje dobre sondaże PO.

Kogo miał Pan na myśli mówiąc, że kobieta może być równie dobrym prezydentem jak mężczyzna?

Powiedziałem to, chcąc pokazać, że jednym z celów SLD jest wyrównywanie szans płci. Nie chcę jednak dzisiaj mówić o nazwiskach, ponieważ obiecałem na ubiegłorocznym kongresie naszej partii, że decyzje w najważniejszych sprawach, a wyłonienie kandydata czy kandydatki na prezydenta do takich należy, zawsze poprzedzi debata. Dojdzie do niej jesienią.

Czy skupienie stanowisk przewodniczącego partii i szefa klubu w Pańskich rękach oznacza kres tarć w SLD?

Wierzę, że dzięki temu skończy się przede wszystkim dwugłos, bo jakichś większych tarć w SLD nie ma, choć - jak w każdej partii - są napięcia, wynikające z różnic programowych. Ale nie będzie już wyczekiwania na to, co mówi partia, a co mówi klub parlamentarny.

Czy po złamaniu przez PO porozumienia w sprawie ustawy medialnej możliwa jest jeszcze współpraca SLD z tą partią?

Nie chciałbym składać żadnej deklaracji, bo emocje wśród naszych parlamentarzystów są jeszcze bardzo świeże. Wiarygodność PO jest równa zeru. Miesiące pracy nad ustawą medialną zostały zniweczone. Chodzi mi nie tylko o zaangażowanie takich osób jak Jerzy Szmajdziński, które negocjowały jej kształt, ale przede wszystkim o ciężką pracę posłów, którzy z naszej strony pracowali nad tą ustawą, myślę o Jerzym Wenderlichu czy Stanisławie Wziątku. Takie zachowanie PO stawia jednak pod znakiem zapytania dalszą współpracę. Jak bowiem możemy mieć zaufanie do PO np. w sprawie reformy systemu podatkowego, nowelizacji budżetu czy przyszłości służby zdrowia, kiedy po kilku miesiącach można znowu zostać oszukanym.

Jaka będzie przyszłość ustawy medialnej?

Trudno powiedzieć. Zawiązała się bowiem dziwna koalicja. Wszyscy skupili się na braku wiarygodności PO, natomiast umknęło to, że PiS zagłosowało tak samo jak PO, więc może się dogadali. My razem z PSL zagłosowaliśmy rzetelnie, walcząc nie tylko o same media publiczne, lecz także o cały ład medialny. Dlatego śmiem twierdzić, że ustawa medialna może być przez prezydenta podpisana. Teraz na stole jest nasza propozycja, że jeżeli prezydent tak zrobi, zgłosimy nowelizację ustawy, zakładającą możliwość odpisywania od podatku daniny na media publiczne.

Jaki pomysł na walkę z kryzysem ma SLD?

Podczas prac nad nowelizacją ustawy budżetowej będziemy chcieli podtrzymać to, co proponowaliśmy do tej pory. Przypomnę, że, m.in., mówiliśmy o pomocy dla PKO BP, aby otworzył linię kredytową dla dużych polskich przedsiębiorstw, żeby rząd poprzez różne przesunięcia w budżecie i inwestycje, a nawet prace publiczne zaczął wspierać popyt wewnętrzny. Stworzenie np. narodowego programu budowy szkół czy przedszkoli mogłoby pobudzić gospodarkę i dać miejsca pracy. Mówiliśmy o tym, jak pomóc ludziom, którzy mają problemy ze spłatą kredytów hipotecznych. Ale wówczas rząd nas nie słuchał, pytanie, czy posłucha teraz. Najpierw jednak chcielibyśmy zobaczyć, jaka jest prawdziwa sytuacja finansów publicznych i gospodarki, bo na razie wszystko, co wiemy na ten temat, pochodzi tylko z konferencji prasowych i przekazów medialnych.

03.07.2009

Powrot