Gorący temat

Senyszyn: Nie jestem wielbłądem

Rozmowa z Joanna Senyszyn, eurodeputowaną SLD

Pewnie czuje się Pani troszkę tak, jak debiutantka na balu?

Czy można być debiutantem w jakimkolwiek parlamencie po ośmiu latach pracy w polskim Sejmie? Ja mam spore doświadczenie parlamentarne. Co prawda, w Brukseli przebieg procedowania jest inny niż w Warszawie, ale jednak ogólne zasady są w gruncie rzeczy podobne.

Na razie jest Pani w Strasburgu bez stresu, jak słyszę. Ale pewnie z nowymi wrażeniami.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam te parlamentarne budynki w Strasburgu i w Brukseli, skojarzyłam je sobie z monumentalnymi świątyniami, które zbudowano przed wiekami. Wchodzący do nich człowiek czuł się tam taki mały, zagubiony. Na własnej skórze odczuwał potęgę kościelnej organizacji. Ja wchodząc do budynku Parlamentu Europejskiego, czuję też, jak niewiele my sami znaczymy. Bo to Unia jest wielka i wspaniała.

Miała Pani okazję poczuć już przyjemnie łaskotanie europejskiej władzy? Prestiż europosła?

Przede wszystkim brukselska biurokracja, tak mocno krytykowana, w codziennym życiu europosła jest niezwykle przyjazna. Nastawiona na ułatwianie mu życia. Wszyscy urzędnicy chcą być europosłom niezwykle pomocni. Ale to czuło się również w polskim parlamencie.

Czyli przed władzą zawsze się drzwi otwierają.

To jest dokładnie tak jak w tym powiedzeniu o szkole. Dlaczego uczniowie są najważniejsi? Bo bez nich nie byłoby szkoły. A bez szkoły nauczycieli. Tak samo jest tutaj. Bez obywateli nie byłoby europosłów. Bez europosłów europarlamentu, a bez europarlamentu urzędników.

Jak europoseł mieszka?

Dostaje dietę i w ramach tej diety musi sobie zorganizować życie. Są tacy, którzy przez te całe pięć lat mieszkają wyłącznie w hotelach. Inni wynajmują mieszkania. Ale nie brakuje też takich, którzy je w Brukseli kupują.

A Pani?

Na pewno nie będę mieszkać w hotelu. To być może tańsze - zwłaszcza jeśli się znajdzie niedrogi hotel - ale zbyt uciążliwe. W każdy poniedziałek musiałabym lecieć do Brukseli objuczona, na nowo spakowana. Nie mam ochoty na takie cotygodniowe dźwiganie bagaży.

Nie chce być Pani wielbłądem Europy?

Nie. I dlatego jako ekonomistka muszę sobie przekalkulować, czy bardziej będzie mi się opłacało wynająć na pięć lat mieszkanie, czy po prostu je kupić. Już wiem, że wynajęcie to koszt niemały. W ciągu tych kilku lat uzbiera się kilkadziesiąt tysięcy euro.

W polskim parlamencie uchodziła Pani za postać dość egzotyczną, wyróżniając się strojem, zachowaniem. Przebije się Pani z tym swoim stylem w Brukseli? Czy może tam panuje ostra pod tym względem konkurencja?

Jeszcze się dokładnie nie rozejrzałam. Ale ja nigdy nie byłam szarą myszką. I w Brukseli też nie będę. Myślę, że dam się zauważyć również w Parlamencie Europejskim. W dosłownym znaczeniu, jak i dzięki temu, co będę robić i mówić.

A inni europosłowie zaaklimatyzowali się? Niepokoję się o posła Tadeusza Cymańskiego na przykład.

Nie zauważyłam go. Podobnie, jak nie widzę Zbigniewa Ziobry. Widocznie ich frakcja jest tak od naszej usadowiona daleko, że zniknęli mi z pola widzenia.

Nie brakuje Pani niektórych kolegów z naszego Sejmu? Może nawet prezesa Grzegorza Napieralskiego?

Myślę, że dla wielu europosłów takie oddalenie się od swoich prezesów jest niezwykle cenne (śmiech).

Pani za swoim prezesem nie tęskni

I nigdy nie tęskniłam. Zawsze byłam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Więc i pod tym względem czuję się tutaj u siebie.

Skoro nie zagubienie i nie tęsknotę, to może chociaż czuje Pani polityczne podniecenie?

Oczywiście. Tu się już naprawdę wiele dzieje. Po raz pierwszy przyleciałam trzy tygodnie temu. Od tamtej pory co tydzień mieliśmy dwudniowe albo jednodniowe spotkania frakcji europejskich socjalistów. Frakcja zdążyła nawet zmienić nazwę na Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów.

I co się zmieni poza nazwą?

Zmieniamy logo, gadżety, ponieważ każda frakcja promuje nie tylko Parlament Europejski, ale także siebie.

A czego dotyczyły te spotkania w ramach frakcji poza zmianą nazwy i logo?

Naszej pozycji w nowej sytuacji. W tej kadencji nasza frakcja ma mniej europosłów niż w poprzedniej. Nawet po przyłączeniu się do nas demokratów jesteśmy mniejszą grupą niż przed pięcioma laty. W tej chwili nasz frakcja liczy 184 eurodeputowanych, a Europejska Partia Ludowa ma ich 265. Jesteśmy drugim ugrupowaniem w europarlamencie. Więc trzeba było ustalić nowe zasady postępowania. Zdecydować, w jakie będziemy wchodzić koalicje. Ustaliliśmy, że musimy wejść w pewien układ (śmiech) z Europejską Partią Ludową. I zgodnie z tym układem w pierwszej połowie kadencji przewodniczącym Parlamentu Europejskiego będzie przedstawiciel chadeków, a w drugiej nasz, socjalistów i demokratów.

Głosowała Pani na Jerzego Buzka?

Głosowanie było tajne.

Nie usłyszę więc odpowiedzi?

Teraz wszyscy mówią, że na niego głosowali. A ja nigdy nie idę z prądem.

A na Michała Kamińskiego Pani głosowała?

Nie. Dla mnie to nie był dobry kandydat na wiceprzewodniczącego europarlamentu. PiS-owscy kandydaci narobili w Polsce już tyle szkód, tak bardzo skłócili Polaków, że nie zamierzam przykładać ręki do tego, aby teraz rozsadzali od środka Parlament Europejski.

Jest Pani konsekwentna, jeśli chodzi o PiS.

No tak, kampanię wyborczą prowadziłam pod hasłem: "Powiedzmy stop kaczyzmowi". To jak mogłabym się teraz złamać i głosować na Michała Kamińskiego?

A szkolenia już jakieś były?

Głównie techniczno-organizacyjne. Wyjaśniano, w jaki sposób należy prowadzić biura europosłów. Tłumaczono nam, jak należy zatrudniać pracowników w tych biurach. To niezwykle skomplikowany eurosystem.

A co jest w tym skomplikowanego?

Europoseł nie może zatrudniać pracowników w biurze na takich samych zasadach, jak to robi krajowy poseł. W tej kadencji trzeba mieć tak zwanego trzeciego płatnika, coś w rodzaju biura rachunkowego, księgowego, które jeśli chce działać, musi przedstawić w Parlamencie Europejskim wszystkie swoje uprawnienia, dyplomy. Pokazać się z jak najlepszej strony. Ten tak zwany trzeci płatnik, jeśli zostanie zaakceptowany przez Parlament Europejski, będzie zarządzać umowami z krajowymi asystentami. I dopiero wtedy europoseł może tworzyć biuro. I zatrudniać w nim pracowników.

To trochę potrwa.

Ponieważ my, nowi, europosłami jesteśmy dopiero od wtorku, więc trudno było już cokolwiek załatwić. Te restrykcyjne przepisy są świeże. I to dlatego, że w poprzedniej kadencji wielu europosłów dokonywało operacji niezgodnych z przepisami. Wychwyciła to kontrola wewnętrzna. I zaostrzono przepisy, dotyczące finansów i rozliczeń. Uważam, że słusznie. Teraz będzie większa przejrzystość. Dokładnie będzie wiadomo, ile mamy i na co wydajemy. Skończą się pomówienia czy oskarżenia zwłaszcza w gazetach "opinii", zwanych tabloidami.

Polityk potrafi jednak obejść przepis, jeśli chce.

Zlikwidowano też większość ryczałtów. W tej chwili prawie wszystko jest rozliczanie według kosztów oczywistych.

Nie rozumiem.

Bilet lotniczy będzie dopiero wówczas rozliczony, kiedy do niego dołączy się kartę pokładową. Dowód na to, że europoseł wszedł na pokład. A nie tylko, że kupił bilet. Więc takie loty, bo przecież się też wraca, można będzie rozliczać dopiero na następnej sesji parlamentarnej. Czyli teraz w jakiś sposób, my kredytujemy Parlament Europejski przez co najmniej półtora tygodnia.

No, to musi być dla europosłów przykre.

Ja się nie skarżę. Chcę tylko pokazać te zmiany. Dostaliśmy zresztą po specjalnej książeczce, która liczy sto stron. I tam jest wszystko. Cały zestaw informacji - jak i co można rozliczać. Taki elementarzyk europosła.

Wróćmy jeszcze do biur europosłów, ale tych w budynku europarlamentu. Europoseł ma tam swoje miejsce pracy?

Każdy ma w budynku swoje biuro. Z tym że w Strasburgu jest jeden pokój, który się dzieli z własnym asystentem. Natomiast w Brukseli są dwa pokoje z leżanką, jest łazienka z prysznicem. Oczywiście nie wolno tutaj zostawać na noc.

Niektórzy europosłowie chętnie by na hotelu zaoszczędzili i zostali na noc.

Podobno wcześniej takie historie się zdarzały. Ale teraz, jeśli ktoś zostaje po godzinie 22 w biurze, namierzają go czujniki. I wtedy przychodzi straż, żeby zobaczyć, czy coś złego przypadkiem się nie stało. Sprawdza, czy poseł nie zasnął przypadkiem albo może zasłabł nad komputerem. Więc, jak pani widzi, opieka w Parlamencie Europejskim jest wszechstronna.

Źródło: Polska The Times, Magazyn

17.07.2009

 

Powrot