Gorący temat
Napieralski: PO nie ma konkretnych projektów

Z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym SLD i szefem KP Lewica rozmawiała na łamach „Gazety Wyborczej” Agnieszka Kublik.
AGNIESZKA KUBLIK: Aleksander Kwaśniewski mówi, że „PiS pokonał historyczne uprzedzenia do lewicy“.
GRZEGORZ NAPIERALSKI: Nie do końca pokonał, co widać np. podczas debaty historycznej o 17 września.
Ale jakieś jaskółki widać. Joachim Brudziński o b. współpracownikach Roberta Kwiatkowskiego i Włodzimierza Czarzastego mówi „ludzie kompetentni“. Rok temu to były dla PiS symbole najczarniejszego okresu w TVP.
- Kwaśniewski to wielki polityk, który umie patrzeć w przyszłość i może intuicyjnie coś wyczuwa. A może chce ostrzec PO przed takim postępowaniem z SLD, jak to miało miejsce w przypadku ustawy medialnej.
Dalej mówi: „Lewicy udało się po latach zbudować historyczny kompromis z dawnymi przeciwnikami“.
- Historyczne podziały między nami a PiS się cywilizują. Bo się spieramy o prywatyzację, o euro, o naszą obecność w UE, o konstytucję. A nie oto, kto był w PZPR, a kto w „S“. Spór między nami a PiS i PO jest już na innym poziomie. I to dobrze.
Obrał pan kurs bardziej na PiS niż na PO? To sygnał dla PO, że zaczynacie się dogadywać z ich wrogiem?
- Obrałem kurs na sukces na lewicy. Jeżeli PO albo PiS będą robiły źle, będziemy przeciw. Jeśli dobrze - za.
Polityka nie znosi próżni. Albo będziecie trzymać z PO, albo z PiS.
- Mamy zdolność koalicyjną. Ale naszą strategią jest przełamanie fałszywej alternatywy: PO czy PiS. Prawdziwa alternatywa brzmi: prawica czy lewica.
Macie zdolność koalicyjną i z konserwatywną prawicą, i z centroliberałami?
- Okazuje się, że tak. Taka zdolność do koalicji wokół konkretnych ustaw istnieje, np. w sprawie budowy dróg.
To wasza oferta?
- PO nie ma konkretnych projektów do przeforsowania. Gdyby naprawdę chciała reformować kraj, ale bała się prezydenckiego weta, to powinna z nami rozmawiać. Taką ofertę złożyliśmy na początku roku w związku z kryzysem. Powiedzieliśmy: jeśli prezydent będzie was blokował, jesteśmy gotowi mu to uniemożliwić. Koalicja PO-PSL z nami ma zdolność odrzucenia prezydenckiego weta. Ale nikt z PO się do nas nie zgłosił. Donald Tusk chce po prostu przeczekać do wyborów prezydenckich.
Jarosław Kaczyński nazwał SLD „organizacją przestępczą“. A pan myśli o koalicji z nim?
- To tylko pokazuje, jak bardzo myli się w swych słowach Jarosław Kaczyński, który zresztą używa do stawiania diagnoz obraźliwych słów.
Wildstein, Urbański, Czabański, Targalski. Z czym się panu kojarzą?
- Z nastawieniem prawicowym. Zaszkodzili mediom publicznym.
Konsekwencją waszego poparcia dla prezydenckiego weta do ustawy medialnej będzie przedłużenie rządów tej PiS-owskiej ekipy w mediach publicznych na kolejne trzy lata.
- Jeśli jest prawdą to, co pani mówi, że ludzie Kwiatkowskiego i Czarzastego zajmują połowę miejsc w radach mediów publicznych, to chyba najlepsza gwarancja, że ludzie pokroju Czabańskiego i Targalskiego do mediów już nie wrócą. Uniemożliwiamy ostateczne zniszczenie finansowania mediów publicznych. Obecny system finansowania jest zły, ale PO usiłowała nawet i to zlikwidować.
Mówi pan jak PiS. Ten wasz sojusz jest głębszy, niż myślałam.
- Nie ma sojuszu z PiS, jest Sojusz Lewicy Demokratycznej. Nasza polityka wobec mediów publicznych jest znana i PiS z tym nie ma nic wspólnego.
Czyli bez powodu utrwalacie rządy PiS w TVP?
- Ja widziałem w TVP różne rzeczy. Np. prezesa Jana Dworaka z PO, który w2005r. szeroko otworzył drzwi przed materiałami, które doprowadziły do wycofania się z wyborów prezydenckich Włodzimierza Cimoszewicza z powodu fałszywych oskarżeń Anny Jaruckiej. Cimoszewicz został zaszczuty. Także Dworak, były radny PO, wprowadzał na antenę TVP „Misję specjalną“.
Wszystkie media relacjonowały sprawę Jaruckiej.
- A ja pamiętam szczególnie materiały TVP. I pamiętam też materiały TVP o Barbarze Blidzie. Dlatego jesteśmy przeciwko ustawie, która doprowadzi do podporządkowania mediów politykom.
Dopóki premier Tusk nie zmienił zapisu o finansowaniu mediów, ustawa wam się podobała. Mówiliście, że daje szansę na odpolitycznienie mediów.
- Myśleliśmy, że jesteśmy z PO partnerami w pracach nad tą ustawą. Mówiliśmy, że media mają być wolne światopoglądowo. Zgodzili się. I nagle w Senacie pojawia się pomysł, że TVP ma finansować promowanie wartości chrześcijańskich. Odebraliśmy to tak: PO nie traktuje nas jak partnerów.
Chyba nie z powodu wartości chcecie ustawę wrzucić do kosza? Trybunał Konstytucyjny pewnie zakwestionowałby ten zapis.
- Nie tylko o to chodzi. Chodzi o sprawy związane z finansowaniem i sposób, w jaki potraktowano parlamentarzystów Lewicy.
Zapis, na który się zgodziliście, mówił, że minimum na media publiczne (938mln zł) będzie zapisane w projekcie budżetu. Ostatecznie w budżecie mogła się znaleźć inna, niższa kwota, jaką przegłosuje większość. Po interwencji premiera to minimum wyleciało. Czyli nadal to większość decydowałaby, ile pieniędzy dostanie TVP i Polskie Radio. To o co chodzi?
- Nam zależało, żeby w ustawie była zapisana sztywna kwota na media.
Ale w ustawie tej sztywnej kwoty nie było.
- Najpierw ustąpiliśmy PO w sprawie abonamentu, potem odpisu od podatku. Poszliśmy na trudny kompromis z PO. To dlaczego PO to zmieniła?
Ustawa pozwoliłaby wymienić obecną KRRiT, władze mediów publicznych i wprowadzić licencje, o które lewica zabiega od lat. Teraz te wypracowane wspólnie z PO rozwiązania wyrzucacie do kosza?
- Widzi pani, jaka to była dobra ustawa? Ale właściwe finansowanie to podstawa istnienia mediów publicznych. I dlatego nam na tym tak zależy. Tusk nie dotrzymał danego słowa.
To podtrzymujecie weto, bo to zła ustawa, czy z powodu złamanego słowa przez premiera?
- Oba powody są równie ważne.
A nie dlatego, że w nowych radach nadzorczych TVP i PR macie połowę miejsc? A drugą ma PiS. To logiczne, że w takiej sytuacji głosujecie za wetem razem z PiS.
- Jedyną koalicją, jaką dziś widzę w mediach, jest sojusz byłego neonazisty Piotra Farfała z Platformą. To fakt.
Tak samo jak to, że b. współpracownicy Kwiatkowskiego i Czarzastego zgarnęli połowę miejsc w radach nadzorczych.
- Czytałem, że to są fachowcy. I bardzo się z tego cieszę. To o co chodzi?
Broni pan wyboru KRRiT?
- Nie. Tylko że to nie są ludzie lewicy, to fachowcy.
To jakim cudem KRRiT - w której zasiadają ludzie z rekomendacji Kaczyńskich, Giertycha i Leppera - oddała lewicy aż połowę miejsc w radach nadzorczych?
- Trzeba pytać tych ludzi.
Zapytałam Tomasza Borysiuka z KRRiT. I odparł: „Wśród nowych członków rad nadzorczych są ludzie o lewicowych przekonaniach. Ja mam lewicowe przekonania, zawsze je miałem i będę miał. Więc kiedy pojawiły się kandydatury osób myślących jak ja, jest naturalne, że je poparłem“.
- Widzi pani, jakie lewica ma poparcie? W ostatnim badaniu OBOP-u 17 proc.
Załóżmy na chwilę, że pana partia nie ma z tym nic wspólnego. Powinien pan zatem głośno protestować, bo to kolejny skok na media. A przekonywał mnie pan, że wam zależy na odpartyjnieniu mediów.
- Jacek Żakowski w „Gazecie“ prosił o poparcie weta do ustawy. Agnieszka Holland i Krzysztof Krauze prosili o wyrzucenie tej ustawy.
Twórcy tę ustawę krytykowali od początku. To nietrafiony argument. Dlatego myślę, że jednak chodzi o waszych ludzi w radach nadzorczych.
- Co ja poradzę, że pani tak myśli?
Może pan udowodnić, że się mylę, że to nie wasi ludzie. Odrzucić weto i doprowadzić do odwołania tych rad nadzorczych. Ale z waszego punktu widzenia pozostawienie tych rad to racjonalna decyzja. Jeszcze nigdy nie mieliście i nie będziecie pewnie mieli aż tyle władzy w mediach publicznych.
- Gdyby PO grała fair, nie byłoby dziś tego problemu.
10.09.2009




