Blogosfera
Jaruga-Nowacka: Usta pełne troski o dzieci

Z posłanką Lewicy IZABELLĄ JARUGĄ-NOWACKĄ rozmawia na łamach „Trybuny” Krzysztof Lubczyński.
Protest rodziców dzieci niepełnosprawnych, odebranie pieniędzy na podręczniki dla dzieci niewidomych, zjawisko niedożywienia części najmłodszych, sieroctwo, to tylko niektóre przejawy niedoli dziecięcej w Polsce. Jak Pani postrzega tę sferę życia społecznego?
– W Polsce bardzo dużo mówi się o dzieciach i trosce o nie, zwłaszcza o dzieciach poczętych i sposobach ich poczynania. Ta troska o dzieci, którą deklarują też politycy, jest pozorna. Premier Tusk, kiedy kilka tygodni temu doprowadził do wyrzucenia do kosza ustawy medialnej wolał w Sejmie, że nie może dać 800 mln zł na media publiczne, skoro „musi nakarmić polskie dzieci”. Szkoda jednak, że utrzymując próg dochodowy na poziomie, który ustaliła lewica w 2004 r., tj. 504 zł na rodzinę, nie waloryzowane później o poziom inflacji i zapowiadając jego zamrożenie na kolejne cztery lata, rząd powoduje że 2 miliony 200 tysięcy dzieci traci prawo do zasiłków rodzinnych. Ta rzekoma troska wykrzykiwana przed kamerami rozmija się z rzeczywistością. Rząd głosi, że dożywianiem objęte są wszystkie dzieci, którym się ono należy, tyle tylko, że coraz mniejszej ich liczbie ono przysługuje. W papierach wszystko będzie się zgadzać, ale w życiu będzie mizeria, zwłaszcza u rodzin wielodzietnych i samotnych matek.
Co Pani myśli o becikowym?
– Trwoni się na nie pieniądze. Lewica mówiła i mówi: nie dawajmy pieniędzy z tytułu urodzenia dziecka ludziom dość zamożnym, jak np. posłowie, w sytuacji, gdy jest tylu ludzi zamożnych i biednych. Becikowe to wspólne dzieło Platformy, PiS i LPR. Także wprowadzenie ulgi podatkowej, przy dezaprobacie lewicy, było przesunięciem pieniędzy od niezamożnych do zamożnych i kosztowało państwo około 26 mld zł. Nie tylko nie wyrównuje się szans dzieci z rodzin uboższych, ale je pogarsza. Pomoc społeczna jest źle adresowana. PiS-owskie pomysły wspierane przez Platformę a oprotestowywane przez lewicę sprawiły, że dzieci biedne, ale także należące do mniejszości etnicznych czy wyznaniowych są w coraz gorszej sytuacji. Oburzające jest to, że dzieci, którym rodzice opłacają obiady, mają je podawane w normalnych talerzach, a dzieci, które mają obiad darowany, otrzymują je w naczyniach plastikowych. To jest oburzająca dyskryminacja i segregacja. Podobnie jak zabieranie rodzicom dzieci, z powodu ubóstwa, do domów dziecka, choć może lepiej było by pomóc tym rodzinom i zostawić dzieci, oszczędzając im ciężkiego stresu rozłąki. Z drugiej strony jest dużo rodzicielstwa społecznego, bo rodzą dzieci osoby motywowane becikowym.
W telewizji można zobaczyć reklamówkę akcji na rzecz dożywiania dzieci. Czy nie jest hańbą, że w kraju, który jednak nie jest najbiedniejszy w Europie i którego rząd chwalił się niedawno relatywnie nie najgorszą kondycją gospodarki nawet w kryzysie, w ogóle są głodne dzieci?
– Świętej pamięci Aleksander Małachowski powiedział kiedyś z trybuny sejmowej, że głód polskich dzieci jest hańbą polskiej transformacji. Od tego czas trochę się zmieniło, ale nie za dużo. Jako minister polityki społecznej w pierwszym tygodniu mojego urzędowania przygotowałam program „Posiłek dla potrzebujących”, obejmujący także dzieci jeszcze nie chodzące do szkoły. Ten program na szczęście jest kontynuowany, ale to jest tylko koło ratunkowe, jedna z akcji, które nie zastąpią działań systemowych i poprawienia kondycji rodziny. A przecież ta bieda występuje nie tylko w rodzinach bezrobotnych, ale także tam, gdzie żywicielem rodziny jest jedna osoba, która często zarabia na poziomie minimum. Gdy jednak lewica nawołuje do podniesienia płacy minimalnej i dramatycznie niskich innych świadczeń, rozlega się wrzask liberałów, że chcemy obciążać pracodawców. Tych samych liberałów, którzy także mają usta pełne troski o dzieci.
14.09.2009










