Gorący temat

Napieralski: Sprawdzam

Z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym SLD i szefem KP Lewica rozmawiają na łamach „NIE” Przemysław Ćwikliński i Andrzej Sikorski.

- Jak Pan skończy? Zostanie Pan wygnany z partii czy opuszczą Pana najbliżsi współpracownicy?

Głęboko wierzę, że Sojusz Lewicy Demokratycznej skończy w rządzie.

- Kiedy? Za 10 lat? Za 20?

Być może... Jesteśmy przygotowani na długą drogę. W Europie to nic dziwnego, że przez dwie, trzy kadencje pozostaje się poza rządem, ale potem nieuchronnie przychodzi czas na rządzenie. Proszę zauważyć, że lewica jest poza rządem, choć na szczęście nie poza parlamentem, dopiero od jednej pełnej kadencji.

- Co musi się stać, żeby lewica wróciła do władzy?

Poprzestańmy na tym, co jest od nas zależne: powinniśmy być konsekwentni w głoszeniu poglądów i w ich urzeczywistnianiu.

- Pan jest konsekwentny?

Tak.

- Włącznie z tym, że w sprawie ustawy medialnej najpierw dogaduje się Pan z Platformą Obywatelską, by potem w sojuszu z Prawem i Sprawiedliwością brać udział w podziale łupów w mediach publicznych?

Nie ma i nie było żadnego sojuszu z PiS. Być może w sprawie mediów publicznych jest takie wrażenie, ale gdyby ktoś zadał sobie trud i przeanalizował nasze stanowisko, musiałby dojść do wniosku, że nie mieliśmy innego wyjścia. Nie mogliśmy się zgodzić na upokarzający dyktat ze strony Platformy i premiera Tuska, który w ostatniej chwili wpisał do ustawy zdanie o obowiązku przestrzegania wartości chrześcijańskich. To oraz brak postanowień o finansowaniu mediów spowodowało taką naszą reakcję.

-I wepchnęło Was w ramiona PiS?

Powtarzam: nie ma i nie było sojuszu z PiS. Jesteśmy aż, a może tylko, trzecią siłą w parlamencie; nie da się uniknąć sytuacji, które stawiają nas po tej albo po przeciwnej stronie barykady. - Teraz jesteście po stronie PiS. To nierozsądne... - Gdy głosujemy razem z Platformą - np. w sprawie emerytur pomostowych albo oddzielenia funkcji prokuratora generalnego od funkcji ministra sprawiedliwości - nikt nie mówi, że jesteśmy w sojuszu z PO. Nie zastanawia to panów?

- Zastanawia. A Pan jak to wytłumaczy?

Stawianie nas w jednym szeregu z PiS jest korzystne dla Platformy oraz premiera Donalda Tuska. Stosowana przez nich taktyka zakłada, że po jednej stronie jest dobro, czyli PO, a po drugiej zło, czyli PiS. Wystarczy zasugerować, że lewica działa razem z PiS, by wyborcy nie mieli wątpliwości, gdzie szukać dobra. Tymczasem nie jest to prawda. Na polskiej scenie politycznej nie ma dwóch bardziej różniących się od siebie partii niż lewica i PiS. Jeżeli występujemy z projektem ustawy o likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej, to postępujemy w zgodzie czy przeciwko PiS? A in vitro? A projekt głębokiej reformy Centralnego Biura Antykorupcyjnego? Trzeba być ślepcem albo mieć wyjątkowo dużo złej woli, by utożsamiać nas z PiS.

- Niech będzie nasza zła wola... Na porozumieniu z PiS w sprawie wymiany władz w mediach publicznych nie wyszliście zbyt dobrze. Kaczyńscy mają swoich ludzi w zarządach radia i telewizji, a Wy musicie się tłumaczyć z zarzutu, że w negocjacjach brali udział Robert Kwiatkowski i Włodzimierz Czarzasty.

Rzeczywiście dwukrotnie zwracaliśmy się do Roberta Kwiatkowskiego z prośbą o opinię w sprawie mediów publicznych. Zaś co do Czarzastego to nie wiem, o co chodzi. Nie korzystaliśmy i nie korzystamy z jego rad.

- Wspominał o nim Aleksander Kwaśniewski...

To proszę jego o to pytać.

- Poprzestańmy na Kwiatkowskim. Nie sądzi Pan, że zasięganie jego opinii naraża Pana na oskarżenia o restaurację postkomuny? Po co Panu taka etykietka?

Proszę nie liczyć na to, że będę się odżegnywał od ludzi związanych z PRL. Gdyby tak było, to musiałbym się nie przyznawać do wielu członków partii, w tym tych, którzy są w kierownictwie SLD. Nie mam skłonności do dzielenia ludzi na postkomunistów i niepostkomunistów.

- Może to błąd? Nie sądzi Pan, że SLD, zamiast polegać na tzw. sierotach po PRL, powinien - odwołajmy się do sloganu Kwaśniewskiego - wybrać przyszłość? Nie zastanawia Pana, że tak mało młodzieży głosuje na lewicę? Przecież w wielu krajach Europy to właśnie młodzież stanowi naturalny elektorat socjaldemokracji.

Proszę mi wierzyć, że większość młodych ludzi, z którymi się spotykam, ma lewicowe poglądy, chociaż nie zawsze przekłada się to na poparcie dla SLD. Zdajemy sobie sprawę, że aby zdobyć zaufanie i głosy młodzieży, powinniśmy zmienić język, którym się z nią porozumiewamy, chociaż z drugiej strony...

- A propos języka... Cytat z uchwały kongresu SLD „Jakiej Polski chcemy": „Rozszerzać zarazem będziemy obszar partycypacji pracowniczej w życiu przedsiębiorstw, tak aby zawodowa i materialna satysfakcja z pracy oparta była o zdrowe zasady rachunku ekonomicznego i szacunek dla pracownika". Taki bełkot nie trafia nie tylko do młodzieży, ale do nikogo!

Zgoda. Nasi wyborcy, zwłaszcza młodzi, zasługują na jasny i czytelny przekaz. Powinniśmy mówić całkiem innym językiem. Wymaga to powrotu do pewnego porządku pojęciowego. Tymczasem w ostatnich latach wielu młodych ludzi mogło mieć wątpliwości nawet co do szyldu nadawcy. Trudno było się połapać, czym się różni SdRP od LiD, a LiD od SLD. Sądzę, że ten chaos mamy już za sobą. Teraz naszym głównym zadaniem jest przekonanie młodych ludzi, że tylko lewica jest w stanie sprostać ich oczekiwaniom. Platforma od 8 lat powtarza hasła, które wydają się chwytliwe dla młodego pokolenia, tyle że nie mają pokrycia w rzeczywistości. My mówimy: sprawdzam. Gdzie jest deklarowany przez PO liberalizm? Gdzie są swobody obywatelskie, wolność poglądów, przekonań, wyznawanej religii? Prawica, i to zarówno PiS, jak i PO, nie zapewni nawet podstawowych wolności. Ostatni przykład to choćby zamiar kontrolowania przez władzę internetowych portali społecznościowych... My nie chcemy państwa policyjnego. Chcemy społeczeństwa otwartego i tolerancyjnego, a nie zapyziałego, nacjonalistycznego i zapatrzonego w przeszłość. Potrzeba tylko trochę czasu. Proszę zauważyć, jak długo prawica wracała do władzy: PiS 5 lat, PO 8 lat. Teraz mają znaczną większość, ale długo to nie potrwa.

- Chce Pan poddawać wyborców próbie cierpliwości? To się może nie udać...

Zostałem wybrany szefem partii w demokratycznych wyborach na 4 lata. Udokumentowane poparcie w najważniejszym sondażu, czyli w wyborach, wynosi ponad 12 proc, a było jednocyfrowe. Tyle osiągnęliśmy w wyborach do Parlamentu Europejskiego, i to samodzielnie jako SLD. Jednak kilku znanych polityków SLD nie mogło się z tym pogodzić i od początku kontestuje ten demokratyczny wybór. Krytyka w partii jest absolutnie potrzebna. Ale w partii, na posiedzeniach ciał statutowych, a nie w mediach. Dużą część naszej energii poświęcamy na tłumaczenie, co nasi koledzy mają na myśli. Zamiast walczyć o kolejne dobre lewicowe projekty ustaw, zajmujemy się sobą. Dlatego poparcie dla SLD tak wolno wzrasta. A mogłoby szybciej.

- Właśnie! Są tacy, którzy Pana o to obwiniają. Sądzi Pan, że jedność lewicy jest jeszcze możliwa?

Wybory do europarlamentu pokazały realny rozkład sił na lewicy. Mimo katastroficznych przepowiedni SLD zdobył ponad 12 proc. głosów, a nasi zbuntowani przyjaciele 2 proc. I to oni powinni wyciągnąć z tego lekcję. Wynik osiągnięty w eurowyborach to fundament przyszłych naszych działań. Wiem, że to fundament kruchy, wiem, że trzeba zrobić kolejny krok - do 17, może 20 proc. poparcia. Za rok mamy ważny test: wybory prezydenckie. Przez ten czas powinniśmy, mówię to do wszystkich polityków SLD, powstrzymać osobiste ambicje i walczyć o jak najlepszy rezultat naszego kandydata.

- Rokowania są nie najlepsze. Krytykują Pana prominentni członkowie SLD, tacy jak Jerzy Szmajdziński i Ryszard Kalisz, a Włodzimierz Cimoszewicz odmawia kandydowania, dając do zrozumienia, że powodem jest niechęć do obecnego kierownictwa Sojuszu. Ostatnio dotarła do nas plotka, że kandydatem SLD w wyborach prezydenckich ma być Miller. Leszek Miller. To prawda?

(Śmiech). Myślę, że nawet obdarzonemu bujną wyobraźnią Leszkowi Millerowi nie przeszło to przez myśl. Poważnie mówiąc: SLD jest przygotowany do wyborów prezydenckich. Nie ogłaszamy nazwiska kandydata - lub kandydatki - bo to nie jest najważniejsze. Najpierw chcemy określić ofertę, czyli cele i program, a potem podać nazwisko.

- Pewnie skończy się na jakimś partyjnym kandydacie typu Jolanta Szymanek-Deresz...

Jolanta Szymanek-Deresz ma kompetencje, doświadczenie i inteligencję. Dlatego bym jej tak łatwo nie przekreślał. Zapewniam jednak panów, że kandydat SLD będzie równie nieoczekiwany, jak i kompetentny i stanowiący realną konkurencję dla Donalda Tuska.

26.10.2009

Powrot