Gorący temat

Szmajdziński: Kuluary zastępują mównicę

Z JERZYM SZMAJDZIŃSKIM, wicemarszałkiem Sejmu i wiceprzewodniczącym SLD, rozmawia na łamach „Trybuny” Janusz Michałek.

5 listopada minęły dwa lata funkcjonowania Sejmu VI kadencji. Jak ocenia Pan Marszałek ten okres?

- Nie najlepiej. Stanowczo zbyt dużo spraw toczy się w kuluarach, w studiach telewizyjnych, podczas konferencji prasowych, a nie na sali posiedzeń plenarnych. Ponadto brakuje wybitnych mówców, którzy zawsze wpływają na poziom debaty i w ogóle naszego parlamentaryzmu.

Co było w minionych dwóch latach największym osiągnięciem tego Sejmu?

- Sukcesów jest naprawdę niewiele. Wynika to przede wszystkim z anemicznych działań i przeróżnych zaniechań rządu Donalda Tuska. W sumie do dalszych prac trafiło 871 projektów, ale zdecydowana większość to były inicjatywy poselskie. Na szczęście udało się uzyskać porozumienie w sprawie rozdzielenia urzędu ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Dotychczasowy układ rodził bowiem liczne patologie. Kontrowersyjne, ale w mojej ocenie potrzebne było obniżenie wieku edukacyjnego do sześciu lat. Natomiast emerytury pomostowe to przykład jednego z nielicznych kompromisów między związkami zawodowymi a głównymi partiami politycznymi.

A co uważa Pan za najbardziej dotkliwą porażkę?

- Z pewnością brak nowej ustawy medialnej. Premier Tusk dosłownie w ostatniej chwili zniweczył kilkumiesięczną pracę nad tym dokumentem. Ponadto nie podjęto żadnej reformy finansów publicznych, czego konsekwencją jest ogromny i ciągle rosnący deficyt budżetowy. Brak wreszcie pomysłów na rozwiązanie dramatycznej sytuacji w służbie zdrowia.

Politycy opozycji często narzekają, że ich możliwości są systematycznie ograniczane, a marszałek Bronisław Komorowski przetrzymuje w swojej „zamrażarce“ niewygodne dla rządzącej koalicji projekty.

- Obecnie może to czynić już nie przez sześć, lecz tylko przez cztery miesiące. Jednak problem oczywiście pozostał.

Przypomnijmy kilka najbardziej znaczących inicjatyw przetrzymywanych w biurku marszałka...

- Zbyt długo czekamy na rozpoczęcie prac nad ordynacją wyborczą. Wielka szkoda, iż w odpowiednim czasie nie rozpatrzono ustaw dotyczących opcji walutowych. Prawdopodobnie wiele firm uniknęłoby dzięki temu ogromnych strat finansowych. No i wymowna cisza wciąż panuje wokół stosowania metody in vitro.

Ma Pan bardzo bogate doświadczenie parlamentarne. Jakie są zasadnicze różnice pomiędzy obecnym Sejmem a poprzednim?

- Teraz, mimo wspomnianych zastrzeżeń, jest znacznie spokojniej. W latach 2005 - 2007 przeżywaliśmy istny horror. Prawica postanowiła przecież zrealizować swoją ideę IV Rzeczypospolitej. Zniszczono wywiad i kontrwywiad wojskowy, utworzono policję polityczną, jaką jest CBA, wreszcie powołano rodzaj inkwizycji w postaci IPN z wszystkimi tego konsekwencjami. Wprowadzono też przepisy fiskalne, które skutkują ogromnym rozwarstwieniem społeczeństwa. Przypomnę zniesienie 40-proc. progu podatkowego, wyraźne obniżenie składki emerytalno-rentowej, wreszcie becikowe. Wyszło na to, że posłowie PiS, mimo solidarnościowej retoryki, zadbali głównie o najbogatszych.

Sejm RP ma od dłuższego czasu kiepskie notowania w sondażach. Ludzi drażnią głównie ustawiczne kłótnie i puste ławy poselskie podczas obrad.

- Pod tym względem nic się nie zmienia. Przy różnych okazjach proponowaliśmy szeroką debatę na ten temat, która mogłaby coś zmienić. Jej inicjatorem powinien być marszałek Komorowski. Niestety, wyraźnie nie ma na to ochoty.

09.11.2009

 

Powrot