Blogosfera

Gintowt-Dziewałtowski: I premier puścił bąka…….

Każda władza demoralizuje. Każda władza skłania do dążenia do jej powiększania, a jednocześnie uniezależniania się od kogokolwiek z zewnątrz. Tak powstawały systemy autorytarne, tak rozwijały się dyktatury i rodziły się totalitaryzmy. Tylko my mamy rację, a nasz każdy przeciwnik staje się wrogiem, którego należy zwalczać wszelkimi dostępnymi sposobami. Najlepiej zgodnie z prawem. Jeżeli prawo tego nie umożliwia należy to prawo zmienić. Czy Donald Tusk wkroczył na tą drogę? Czy jego zapowiedź wprowadzenia de facto rewolucji w przepisach konstytucyjnych można traktować jako zagrożenie dla polskiej demokracji?

Spójrzmy na samą zapowiedź. Po pierwsze Prezydenta ma wybierać nie Naród, a parlament. Po drugie Prezydent przestaje być strażnikiem porządku konstytucyjnego, bo ma stracić prawo do veta ale także prawo do wątpliwości     i kierowania do Trybunału Konstytucyjnego zapytań o zgodność ustaw z Konstytucją. Po trzecie posłów ma być mniej, a Senat ma być wybierany w okręgach jednomandatowych. To tyle na początek, choć być może nie wszystko. Co jednak już tylko tyle może oznaczać? Pierwsze oznacza, że Prezydenta wybiera większość parlamentarna, a więc ci sami, którzy wyłaniają rząd             i premiera. Można śmiało założyć, że prezydent będzie człowiekiem premiera     i nie odważy się jemu sprzeciwić, bo następnego dnia większość parlamentarna wymieni go na bardziej lojalnego. Maił rację Jerzy Szmajdziński mówiąc, że zgodnie z Konstytucją Tuska to Premier będzie wybierał Prezydenta. Drugie, to Prezydent malowany, tak naprawdę zbędny i nikomu niepotrzebny. Nawet nie listek figowy, bo zbyt mały by cokolwiek zasłonić.

A ponadto likwidacja bardzo ważnej instytucji strzegącej porządku konstytucyjnego. Można nie lubić Lecha Kaczyńskiego, można kwestionować jego sposób na wypełnianie obowiązków strażnika Konstytucji. Ale i PO pomysły na naprawę służby zdrowia i oszukaństwa towarzyszące ustawie medialnej w duży stopniu potwierdzają zasadność prezydenckiego veta, którego zresztą Sejm nie chciał uchylić. Zmniejszenie ilości posłów, przy domniemanym zachowaniu 50% poparcia dla PO, przy zachowaniu metody d,Hondta, która gwarantuje zdobywcom największej ilości głosów dodatkowe mandaty, to też gwarantuje zdominowanie Sejmu przez jedynie słuszną większość i nawet nie ograniczanie wpływów mniejszości lecz jej całkowite pozbycie się. O Senacie szkoda mówić. Izba o walorach stricte dekoracyjnych, o której Donald Tusk sam mówił, że przeżył tam – jako senator – lata kompletnego lenistwa, wręcz z zagrożeniem popadnięcia w uzależnienie. Izba , o której jeszcze do niedawna w PO mówiono, że czas jej błogiego istnienia powinien być jak najpilniej dokończony. No ale okazuje się, że gdyby Senat miał się składać z samych senatorów PO, to mógłby sobie nadal trwać. Oczywiście bez ekscesów.

I można byłoby z pełnym lekceważenia uśmiechem wszystkie te Pana premierowskie zapowiedzi pominąć milczeniem, bo chwała Bogu, Donald Tusk jeszcze nie jest Panem Bogiem i nie ma siły na urzeczywistnienie swoich pomysłów gdyby nie to, że stały się one uhonorowaniem tygodniowego benefisu PO, rządu i Donalda Tuska poświęconego finałowi dwóch lat rządów w Polsce. Rządów nie najgorszych, choć mogłyby być lepsze, rządów, które po PiS-owskiej nocy jawiły się jak słoneczny poranek i przywróciły nam wiarę w możliwość lepszej przyszłości.

Wbrew pozorom nam wszystkim prawdziwie zależy, żeby każdy kolejny rząd był jak najlepszy – bo to on w dużym stopniu kreuje nasze szczęście i naszą przyszłość. Olbrzymi kredyt zaufania, który otrzymał od większości Polaków Donald Tusk nie jest czymś danym raz na zawsze. PO tak nasycone ludźmi biznesu powinno wiedzieć, że każda z umów kredytowych zawiera obligacje dla obu stron. Naruszenie warunków umowy zawsze powoduje przykre konsekwencje. Zwłaszcza dla kredytobiorcy.

Czy Donald Tusk przezywa chwilowy zawrót głowy od sukcesów, których być może czas temu pewnie sam się nie spodziewał? Czy jest to stan przejściowy? Liczę na szybkie odpowiedzi na te pytania. Liczę także i na to, że kolejne dwa lata rządów Platformy Obywatelskiej nadal będzie cechował raczej brak chęci do podejmowania kontrowersyjnych decyzji, niż działania i pomysły przypominające nie tylko ich poprzedników ale i tych innych opisywanych na ciemniejszych kartach historii.

Panie premierze, zalecam lekturę naszej Konstytucji – całkiem dobrej zresztą – i C. K. Norwida.  Najpierw inteligencja, a dopiero potem energia. Nie na odwrót.

Witold Gintowt-Dziewałtowski
Poseł Lewicy

23.11.2009

Powrot