Blogosfera

Siwiec: Druga liga z wyboru

"Jeśli przewodniczącym Rady Europejskiej miałby być ktoś, kto zatrzyma ruch w Pekinie, to Polak nigdy w przyszłości takiej funkcji by nie otrzymał, bo zawsze ograniczalibyśmy się do dwóch-trzech nazwisk przywódców największych krajów."

Te słowa z rozbrajającą szczerością wypowiedział minister Mikołaj Dowgielewicz, szef UKiE. Podsumował w ten sposób akcję naszego rządu w wyborach władz Unii Europejskiej. Mnie te słowa smucą, bo niezależnie od wyniku, który osiągnęła Unia, określają poziom ambicji aktualnej ekipy: nie stać nas na wygenerowanie liderów, to po co w ogóle walczyć o mocnych ludzi na wysokich stołkach?

W ten oto sposób wykluczamy się z ekskluzywnego grona krajów, które "modlą się o prawdziwe pieniądze". Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, kiedy okazało się, że nie mają mocnego kandydata, skupili się na objęciu ważnych tek w Komisji (przemysł, rynek wewnętrzny, konkurencja, rolnictwo), a zainteresowani właśnie u nich zabiegali o poparcie. Niemcy wskazali już swojego komisarza i tekę, podobnie jak Francuzi, którzy mają otrzymać rynek wewnętrzny. My zaś będziemy głośno krzyczeć, że Janusz Lewandowski objął ważne stanowisko (prawdopodobnie budżet).

Jakiś czas temu zachęcałem polskie władze do rozmowy w ramach trójkąta weimarskiego, ale nikt takiej inicjatywy nie podjął. Zamiast zająć należne nam miejsce w gronie wielkich, my wolimy lansować castingi i przewodzić egzotycznym koalicjom, a dzisiaj polski Mister Europa robi jeszcze z tego cnotę.

Marek Siwiec
Eurodeputowany SLD

24.11.2009

 

Powrot