Blogosfera
SENYSZYN: CZYSTOŚĆ DUCHA A NIE CIAŁA

Nielegalność wieszania krzyży w państwowych budynkach jest oczywista. Nawet dla kleru. Dlatego krzyż w sali sejmowej powieszony został ukradkiem, nocą. I od razu uznano, że skoro jest, nie wolno go ruszyć. Ma tkwić, gdziekolwiek został umieszczony, na wieki wieków. Strasburski wyrok pokazuje, że niekoniecznie amen.
Krzyżowy obłęd jest tak dalece posunięty, że marszałkowie Sejmu boją się zarządzić odświeżenie obitej materiałem ściany, na której krzyż został powieszony. Ponieważ lata płyną, wisi na brudnej materii, ale to niczyich uczuć religijnych nie obraża. Pewnie słusznie.
Wszak w swoim czasie brud był atrybutem świętości. Najlepszym sposobem na umartwianie ciała było nie myć się. Niejeden święty od mycia stronił, jak diabeł od wody święconej. Za jedyną dopuszczalną kąpiel uważano chrzest. Każda kolejna była przejawem próżności. Św. Agnieszka przez całe życie (wprawdzie niedługie, 13 lat) ani razu się nie wykąpała. Św. Godryk, odbył podróż z Anglii do Jerozolimy piechotą, bez mycia się i zmiany odzieży.
Ówczesne przeświadczenie, że „czyste ciało i suknia kryją nieczystą duszę” podziela wielu współczesnych. Czyżby stronili od mycia w nadziei, że to wyniesie ich na ołtarze?
Joanna Senyszyn
26.11.2009










