Blogosfera
Czerniak: Co ma premier pod sufitem?

Jestem w stanie zrozumieć, że w tabloidalnej rzeczywistości politycy posługują się krótkim przekazem. Można nad tym ubolewać, ale – nomen omen – fakty są faktem… Mimo wszystko nie widzę usprawiedliwienia dla ubiegłotygodniowej wypowiedzi Donalda Tuska, jak by nie było premiera polskiego rządu, który spłaszcza rolę prezydenta do pałacowej sjesty pod kunsztownymi żyrandolami.
Absurdalnym byłoby stwierdzenie, że Tusk nie zna prerogatyw głowy polskiego państwa ani roli, jaką odgrywa prezydent w naszym systemie politycznym Tę wielce niefortunną wypowiedź należy raczej czytać jako kolejny element gry politycznej. Tyle, że co przystoi Palikotowi i Niesiołowskiemu, nijak nie przystoi drugiej osobie w państwie, która już raz walczyła w wyścigu o Pałac Namiestnikowski, a przez ostatnie dwa lata prowadziła permanentną kampanię w walce o prezydenturę.
Tusk powiedział Polakom nic innego, jak to, że zabiera się teraz do tytanicznej pracy, aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Rząd będzie rządził, Platforma kierowała, a prezydentowi niechaj nad głową świecą kryształowe żyrandole.
Przesłanie godne łatwowiernych. Obserwatorzy sceny politycznej mają wyrobiony pogląd na temat zaskakującej deklaracji. Ściema na poziomie licealisty z klasy o profilu humanistycznym.
Są rzeczy, które nawet w brutalnej walce politycznej nie winny mieć miejsca. W imię racji stanu żaden polityk, tym bardziej premier, nie może deprecjonować prezydentury. Zupełnie inną rzeczą jest krytyka działań prezydentów Wałęsy, Kwaśniewskiego czy Kaczyńskiego. To mieści się w kulturze politycznej państwa demokratycznego. Nie słyszałem z ust opozycji, aby rolą premiera było jeżdżenie na nartach i wylegiwanie się w budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w garniturze i fotelu skrojonym na miarę. Do czego powołani są prezydent i premier jasno stanowi Konstytucja RP. Nie ma w niej ani słowa o cytowanych żyrandolach.
Jacek Czerniak
01.02.2010










