Blogosfera
Siwiec: Samotność mężów stanu

Premier, jeśli jeszcze nie jest mężem stanu, to na pewno przez ostatnie decyzje kadrowe uzyskał stan samotności. Siedzi więc wieczorami w swym przestronnym gabinecie i myśli. Kto?
Jurek? Wygra na pewno, ale wypadłby z Parlamentu Europejskiego już na samym początku kadencji. Zainstalowałem go tam, aby wspierał Mój festiwal pt. "Polska prezydencja w Unii Europejskiej". No i żeby wspomógł stamtąd partię w kampanii do Sejmu. Nie, w PE nie da się go zastąpić. Dodatkowo miałbym przechlapane u pani kanclerz i w całej europejskiej chadecji. Z drugiej strony Jurek nigdy nikomu krzywdy nie zrobił. To jak sprostałby bliźniakom?
No to może Radek? Ten szczerze nienawidzi Lecha. Stoczy więc walkę, ale nie o mnie, tylko o siebie. W notowaniach stoi wysoko, ale chłopaki z Platformy nigdy mu nie zapomną związku z PiS-em. Wiadomo – zdrajca zawsze zostanie zdrajcą. No i ten to dopiero by się rozwinął w dużym pałacu! Już widzę te jego listy ambasadorskie i wyjazdy na szczyty w Brukseli! Salony Waszyngtonu i Europy należałyby do niego. Podobnie jak kolorowe gazety do jego małżonki. Nie nie, nie o taki wariant chodzi.
Został Bronek. Spolegliwy, narodowy, patriotyczny, wojskowy. Słowem – kandydat doskonały. Szybko się rozwija, już przecież ogłosił, że odpuści veto i odda do małego pałacu trochę władzy. Salonowo jest słaby, językowo też, nie będzie więc mi się pchał do Brukseli. Pozostaje tylko jeden problem – jak z nim wygrać te wybory?
Marek Siwiec
03.02.2010










