Blogosfera

Olejniczak: Dwie trumny polityki europejskiej

ROZPOCZNIJMY W POLSCE OTWARTĄ DEBATĘ O UE

W jakim kierunku powinna zmierzać Unia? Jaki kierunek powinna promować Polska? Czy dzisiaj jesteśmy skazani na to, aby polską debatą o integracji europejskiej rządziły trumny koncepcji państwa narodowego i neoliberalizmu?

Do tej pory polska debata publiczna na temat integracji europejskiej zdominowana została przez dwa paradygmaty. Pierwszy to paradygmat rozumienia integracji europejskiej jako walki narodowych egoizmów. W wieku XIX narody rywalizowały za pomocą krwi i żelaza. Dzisiaj w ramach „Europy ojczyzn“ toczą bezkrwawe wojny na kolejnych szczytach UE.

Drugi to paradygmat umownie określany jako „neoliberalny“. W polskiej wersji lokalnej sprowadza się do przekonania, że realizacji naszego narodowego partykularnego interesu służy przede wszystkim dumping socjalny, dzięki któremu przyciągniemy inwestorów mających powyżej uszu kosztowną politykę państwa opiekuńczego bogatych krajów Europy Zachodniej. W związku z tym zwolennicy koncepcji neoliberalnych sprzeciwiają się wszelkim próbom pogłębienia integracji gospodarczej uwzględniającej aspekty socjalne, gdyż mogą one stawiać pod znakiem zapytania ich strategię rozwoju opartą na dumpingu socjalnym.

Mobilizacja centrolewicy

Jerzy Giedroyc pisał, że Polską rządzą trumny Dmowskiego i Piłsudskiego. Nasuwa się pytanie, czy dzisiaj jesteśmy skazani na to, aby polską debatą ointegracji europejskiej rządziły trumny koncepcji państwa narodowego i neoliberalizmu? Czy nie najwyższa już pora wyzwolić się z tej dominacji i rozpocząć w Polsce pluralistyczną, wychodzącą poza tradycyjne schematy debatę na temat integracji europejskiej? Aby tak się stało, musi nastąpić mobilizacja niekonserwatywnego środowiska intelektualnego, które na Zachodzie nazywane jest umownie środowiskiem postępowym: od socjalistów, przez zielonych, do socjalliberałów. Nie ma lepszego momentu na tego typu mobilizację centrolewicy niż obecny kryzys. Kryzys gospodarczy obnażający jednocześnie kryzys tradycyjnej myśli politycznej lewicy.

Gołym okiem widać, iż nie tylko polska, ale również europejska lewica ma się nie najlepiej. Przekonanie co do tego w Brukseli jest równie powszechne, podobnie jak w Warszawie. Nie oznacza to jednak, że brak jest debat i pomysłów na temat programu oraz miejsca i roli lewicy w Europie.

Kluczowym wątkiem do rozważań nad drogami wzmocnienia wpływów lewicy jest opinia belgijskiej socjolożki Chantal Mouffe, która uważa, że lewica, jeśli w ogóle w Europie ma sens, to tylko na poziomie europejskim. Być może jest to teza zbyt kategoryczna i nie uwzględniająca faktu zróżnicowania korzeni, historii i dorobku lewicy demokratycznej w poszczególnych krajach. Jest z niej jednak wyciągany bardzo inspirujący wniosek, że zadanie lewicy nie powinno polegać na obronie państwa opiekuńczego na poziomie narodowym, lecz na przeniesieniu go na poziom europejski. Europejski model społeczny przyniósł po drugiej wojnie światowej największy poziom dobrobytu jak największej grupie ludzi w historii. Aby jednak nie przeszedł do historii, trzeba przenieść go na poziom europejski. Czy jest to postulat realny? Jeśli tak, to jak to zrobić?

Na lewicy popularne są postulaty stworzenia europejskiego systemu bezpłatnej i powszechnej opieki zdrowotnej, edukacji iinnych usług publicznych. Skąd na to wziąć pieniądze? Nie można ukrywać, że z podatków. Ale czy jest to dogodny moment w aktualnej międzynarodowej sytuacji gospodarczej, by zacząć dyskusję o wspólnej polityce podatkowej? Wraca temat tzw. europodatków, czyli podatków wpływających bezpośrednio do unijnego budżetu. Informacja, że nowo wybrany stały przewodniczący Rady Europejskiej może przychylać się do tej koncepcji, wzbudziła pewien popłoch w mediach eurosceptycznych. To tylko pokazuje, jak rewolucyjne w skutkach byłoby to rozwiązanie.

Polska na peryferiach

W Polsce koncepcje socjalne są odrzucane przez wielu ekonomistów i polityków niemal apriori. Dotąd skutkiem tej polityki jest rozwój oparty na taniej sile roboczej utrzymywanej dzięki niskim kosztom pracy. Nie chodzi nawet o zadanie pytania, czy ta strategia może być w pełni aktualna po niedawnym wejściu do UE Rumunii i Bułgarii, które wygrywają z nami w wyścigu o najtańszą siłę roboczą w Europie. Chodzi o rzecz znacznie poważniejszą. Strategia ta może doprowadzić do funkcjonalnego podziału Europy na innowacyjny Zachód i będący rezerwuarem taniej siły roboczej Wschód. Polska w sensie politycznym należałaby do Centrum współczesnego świata, ale w sensie gospodarczym stanowiłaby jego wewnętrzne peryferia. Problem peryferyjności zdają się dostrzegać autorzy raportu „Polska 2030“. W „Krytyce Politycznej“ Edwin Bendyk pisze o dylematach naszej transformacji jako o „smutku peryferii“. Najwyższy czas, aby polskie elity polityczne zaczęły walczyć z zagrożeniem peryferyjności. Jeśli nie chcemy Europy dwóch prędkości, nie twórzmy jej sami. Raport „Polska 2030“ nie wystarczy. Potrzebne jest perspektywiczne myślenie polskich elit politycznych wykraczające poza narodowe kopanie piłki w 2012 roku.

Unia po traktacie

Czy proponowane wyżej zmiany uda się wprowadzić w obecnym systemie instytucjonalnym UE? Trzeba stwierdzić, że po traktacie lizbońskim przez wiele lat reform instytucjonalnych nie będzie. Trzeba natomiast wykorzystać uśpiony potencjał obecnych ram. Popularne jest twierdzenie, że chorobą Unii jest deficyt demokracji. Skoro panuje zgoda co do diagnozy, warto zastanowić się nad terapią. Proponuje się niekiedy rozwiązania poddania spraw UE pod plebiscyt. Niemiecki filozof Jürgen Habermas proponuje, aby o przyszłości Unii wypowiedzieli się wszyscy jej obywatele wogólnoeuropejskim referendum. Decyzja będzie w rękach prawie pół miliarda Europejczyków. Na lewicy zgłasza się propozycje, aby zapytać wprost Europejczyków, czy chcą harmonizacji podatków i wspólnych standardów dla usług publicznych. Jedną z najciekawszych instytucji wprowadzanych przez traktat lizboński jest europejska inicjatywa prawodawcza. Wystarczy zebrać milion podpisów (w całej UE). Jaka będzie pierwsza inicjatywa wniesiona w ten sposób? Czy będzie dotyczyć podatku liniowego, czy europejskiej płacy minimalnej?

Więcej uwagi trzeba poświęcić funkcjonowaniu głównych instytucji UE. Pierwszy problem dostrzegany przez opinię publiczną to rozbudowana często biurokracja i niedostateczna przejrzystość podejmowanych decyzji. W uzasadnionej krytyce trzeba jednak zachować umiar i skupić się na problemach rzeczywiście ważnych.

Pierwszym z nich jest przywrócenie wiary, że Komisja Europejska rzeczywiście reprezentuje wspólnotowy interes, przedkładając projekt nowego prawa i stania na straży jego przestrzegania. Chodzi o wzmocnienie tego, co nazywa się „metodą wspólnotową“. Komisja Europejska, w skład której wchodzą przedstawiciele wszystkich 27 państw, nie może dalej dryfować w kierunku ścierania się interesów narodowych i zakulisowych porozumień. Pozycja przewodniczącego Komisji jako lidera musi być na tyle silna, by narzucić ton, styl i perspektywę wspólnego działania jednakowego dla wszystkich państw Unii.

W drugiej kolejności oczy wszystkich powinny być zwrócone na Parlament Europejski. Jego rola jako organu współdecydującego o unijnym prawie wzrasta. Staje się on wreszcie ważnym partnerem dla Rady UE, w której reprezentowane są wszystkie rządy. O nowej roli Parlamentu przesądzi jednak nie tyle przepis z traktatu lizbońskiego, ile codzienna jego praca. Poczucie odpowiedzialności za jakość nowego prawa, wyczulenie na odczucia opinii publicznej muszą zepchnąć na margines „egzotyczne występy“ części posłów.

Postawmy na edukację

Już niebawem Polska będzie miała swoje 184 dni, aby wstrząsnąć Europą. Czy wykorzystamy tę szansę? Z doniesień prasowych wynika, że obecny rząd zamierza skupić się na kwestiach szeroko rozumianego bezpieczeństwa Polski (obronność, polityka energetyczna, Partnerstwo Wschodnie), ochronie równej konkurencji i w alce o budżet Unii Europejskiej. Z większością zakreślonych celów nie sposób się nie zgodzić. Niemniej jednak rzuca się w oczy minimalizm zakładanych celów. Brakuje również kwestii, która jest mi bardzo bliska, czyli Wspólnej Polityki Rolnej. Jej reforma jest już trwającym procesem. W naszym interesie leży, aby opierała się na dwóch priorytetach. Po pierwsze, na wzmocnieniu pozycji gospodarstw towarowych. Po drugie, na oparciu rozwoju terenów wiejskich na edukacji. Moim zdaniem tylko postawienie na edukację może zapewnić młodzieży mieszkającej w miastach i na wsi równe możliwości rozwoju i korzystania z szans, jakie daje zjednoczona Europa.

Jak widać, tematów do publicznej debaty w kwestii kierunków integracji europejskiej nie brakuje. Warunkiem koniecznym jej zaistnienia jest pluralizm głoszonych w niej poglądów. Aby stał się on faktem również w Polsce, koniecznością jest powstanie obozu odrzucającego władzę dwóch wspomnianych na wstępie trumienek. Polska, aby w pełni wykorzystać szansę, jaką daje członkostwo w Unii Europejskiej, potrzebuje przekroczyć kilka intelektualnych rubikonów. Inaczej będziemy skazani na ciągłe odgrywanie różnych odsłon przedstawienia „Nicea albo śmierć“.

Wojciech Olejniczak

Artykuł ukazał się w „Gazecie Wyborczej” 4 lutego 2010 r.

 

Powrot