Gorący temat

Wystąpienie Jerzego Szmajdzińskiego podczas uroczystości z okazji 20. rocznicy powstania SdRP

Jubileusz

 Z punktu widzenia polityka historia ważna jest tak naprawdę dwa razy: wtedy, kiedy się tworzy, kiedy ją tworzymy;
 i wtedy, kiedy sięgamy do niej, aby znaleźć w niej wnioski dla dnia dzisiejszego i przyszłości.
 Tak jest właśnie dzisiaj - nie przyszliśmy tu na wspominki, chociaż sentyment ma swoją wartość i urok. I nie ma się go co wstydzić.
 Przyszliśmy jednak przede wszystkim po to, żeby po dwóch dekadach nowej Polski, ale też innej Europy i świata, po 20 latach lewicy w Polsce powiedzieć sobie, skąd jesteśmy, jakie są nasze korzenie oraz kim jesteśmy i jakie jest nasze myślenie. Powiedzieć sobie, co było źródłem naszej siły i powodzenia, ale też słabości. To jest ważne i dla Polski dzisiaj i dla przyszłości.
 
Polska, państwo i społeczeństwo ponad partią.

 „Naszą naczelną wartością jest Polska. Jej służymy” – tak zaczynała się Deklaracja Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej, którą przyjęliśmy na kongresie założycielskim. Tak zaczęliśmy swoją działalność.
 Nie zapomnieliśmy o niej nigdy, ani, gdy byliśmy u władzy, ani gdy byliśmy w opozycji.
 Całkiem na świeżo, trzy dni temu, zapytał mnie pewien dziennikarz , czy to nie chichot historii, że 20 lat po upadku komunizmu kandydatem lewicy na prezydenta jest komunistyczny aparatczyk?
 Odpowiedziałem, że: Po pierwsze – komunizm nie upadł, bo go wtedy w Polsce nie było; po drugie – tamten ustrój został rozwiązany przy Okrągłym Stole; A – po trzecie - historia widać miała powody do chichotu, skoro dwa razy wyniosła Aleksandra Kwaśniewskiego do prezydentury, pozwalając mu na pokonanie legendy Solidarności i dwa razy lewicę do rządu. Wedle dzisiejszej maniery – nie wszystko znalazło się w druku. Mniejsza o to.

 Ważne są jednak powody tamtych sukcesów. Zaliczam do nich fakt, że było wtedy mało polityki partyjnej, która dziś jest główną cechą sceny politycznej, a dużo polityki państwowej i nastawienia na interes milionów zwykłych ludzi, na interes społeczny. Ludzie to widzieli, cenili, to im odpowiadało.
 Nasze powodzenie nie było więc ani przypadkowe, ani nie było wynikiem ślepego losu. Działo się to z woli wyborców, którzy powierzyli nam władzę wiedząc dobrze, kim jesteśmy, jakie cele chcemy osiągnąć, ufając w naszą wartość i wierząc w nasze słowa.
 Najtrudniejszy egzamin zdaliśmy na początku transformacji, kiedy Polska stanęła przed koniecznością całkowitej zmiany ustroju, gdy w ślad za przemianami politycznymi musiały pójść gruntowne przemiany gospodarcze. Mieliśmy wtedy duży klub parlamentarny, mieliśmy swojego prezydenta – mogliśmy skutecznie sypać piach w tryby przemian. Nie zrobiliśmy tego – właśnie dlatego, że naszą naczelną wartością jest Polska. 

 Po latach transformacja gospodarcza nie jest już oceniana jednoznacznie, nie jest opisywana wyłącznie w jasnych barwach. Dziś wiemy, że jej koszt mógł być znacznie mniejszy niż był, jednak sama transformacja była niezbędna, a my nie mieliśmy wtedy wystarczającej siły i społecznej wiarygodności, by przeprowadzić ją swoimi rękami i wedle własnych wyobrażeń. Poparliśmy więc tych, którzy mogli to zrobić, a nawet, jeśli nie popieraliśmy wszystkiego, to nie przeszkadzaliśmy.
 Lewica miała swój walny udział w polskiej transformacji, w jej najlepszych, chociaż też i słabszych stronach. I nie da się mówić o minionych latach bez uwzględnienia roli lewicy, SdRP i SLD w najnowszej historii Polski, w budowie demokratycznego państwa prawa, w otwieraniu Polsce drogi do świata i do modernizacji. 

 Byliśmy współtwórcami i animatorami historycznych kompromisów: przy Okrągłym Stole, kompromisu umożliwiającego polską transformację i wielkiego kompromisu konstytucyjnego, zaakceptowanego przez społeczeństwo w referendum konstytucyjnym.
 Cele strategiczne pierwszego okresu modernizacji Polski zostały osiągnięte. Polska jest członkiem NATO, a od 5 lat członkiem Unii Europejskiej. I chociaż dla wielu osób jest to dzisiaj niewygodne, to lewica wprowadziła Polskę do UE.

Istota polityki państwowej: dialog, kompromis, porozumienie

 Kiedy partia nastawiona jest na politykę państwową i z nią utożsamia interes partii, wtedy siłą rzeczy łatwiej jest o skłonność do dialogu, kompromisu, porozumienia.
 Od początku byliśmy rzecznikami dialogu i kompromisu. Aleksander Kwaśniewski już w swym inauguracyjnym przemówieniu w roli pierwszego przewodniczącego SdRP określił rzecz jednoznacznie: „Naszym ponadpartyjnym, społecznym, narodowym, państwowym obowiązkiem jest wparcie tych działań rządu, które służą pokonaniu kryzysu, służą demokratycznym przekształceniom, służą stworzeniu demokratycznego ładu w Polsce”.
Nasze ówczesne credo jest aktualne do dziś: Polska i dialog.

Nowoczesne Państwo socjalne

 W naszych deklaracjach ideowych sprzed dwudziestu lat kładliśmy wielki nacisk na społeczny wymiar państwa, na konieczność wrażliwości społecznej. Opowiadaliśmy się za gospodarką rynkową, ale też za sprawiedliwym podziałem wytworzonych dóbr, za państwem socjalnym.
 Praktyka nie zawsze wychodziła naprzeciw naszym deklaracjom, a i nam samym zdarzało się ulegać złudzeniom neoliberalizmu. Jednak nawet opowiadając się jednoznacznie za niczym nie skrępowanym rynkiem, kładziono nacisk na sprawiedliwy podział dóbr.
 Mimo widowiskowej i ciężkiej w społecznych skutkach klęski neoliberalnej doktryny, spór „ile runku, ile państwa”, trwa do dziś i tylko pozornie jest ideowy, gdyż jego praktyczne skutki bezpośrednio dotykają ludzi. Osobiście, jako socjaldemokracie, najbardziej odpowiada mi zasada, którą na prywatny użytek nazywam „doktryną Kołodki”: „tyle rynku, ile możliwe, tyle państwa, ile niezbędne”.
 Choć z praktycznym realizowaniem sprawiedliwości społecznej bywa różnie, to jednak tego celu nigdy nie straciliśmy z pola widzenia. Dzięki naszym negocjatorom, uczestnikom wielkiej debaty konstytucyjnej, znalazł się w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej zapis, mówiący, że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. To jest zapis w obronie ludzi.

Lekcje nieodrobione

 Dwadzieścia lat temu powiedzieliśmy sobie, że jako przedstawiciele polskiej lewicy musimy być wśród ludzi pracy, działać na rzecz środowisk robotniczych, że powinniśmy rozwinąć działalność na wsi, nie zaniedbywać pracy z młodzieżą … Tu ciągle mamy dużo do zrobienie. Na wsi praktycznie nas nie ma, a i z młodzieżą nie możemy jakoś znaleźć wspólnego języka. Trzeba zastanowić się dlaczego tak się dzieje. Można zgodzić się, choć z trudem, że socjaldemokracja nigdy nie miała mocnych przyczółków na wsi, ale przecież bywało, że na wsi mieliśmy o wiele ważniejszą pozycję, niż dzisiaj. Jeśli zaś chodzi o młodzież, to lewica zawsze była tym ideowym portem, ku któremu żeglowała niespokojna, harda, chcąca zmieniać świat młodość. Dlaczego więc tak wielu młodych jest obojętnych na nas? Szukałbym przyczyn po naszej stronie. Myślę sobie, że jedną z możliwych odpowiedzi jest to, że bez walki oddaliśmy pole historyczne. Dwadzieścia lata temu wierzyliśmy i mówiliśmy o tym, że Polska Ludowa, że PZPR, będą oceniane wnikliwie i sprawiedliwe. Nic z tego - doczekaliśmy się wyłącznie ocen zajadłych, odwetowych, zaślepionych nienawistną chęcią „zniszczenia czerwonego”. Choć jest już bardzo późno, to jednak musimy podjęć tę rękawicę, musimy mówić, jak było naprawdę, musimy z młodzieżą dyskutować, bo bez młodych znajdziemy się w muzeum, które na dodatek urządzi ktoś inny.

Wrażliwość społeczna

 Od naszej pierwszej ideowej deklaracji wiele się w kraju zmieniło. Nie ma już wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, kapitalizm zracjonalizował rynek, postęp techniczny, robotyzacja, nowe, nieznane wcześniej maszyny i urządzenia – wszystko to spowodowało skurczenie się miejsc pracy. Niemniej zdecydowana większość społeczeństwa, to ludzie pracy najemnej, ci, którzy żyją z pensji. Ich sytuacja – biorąc pod uwagę narastające – i tak już największe w Europie - dysproporcje między najbogatszymi a najbiedniejszymi, pogarsza się.
 Gdy więc w telewizji miłe panie i mili panowie uczą, jak oryginalnie przyrządzić krewetki, to w przeważającej liczbie rodzin zastanawiają się, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego. Oczywiście mam na myśli te rodziny, w których w ogóle ktoś ma pracę. Gdy słyszymy, że tu czy tam są wspaniałe warunki narciarskie, to puszczamy mimo uszu, że od początku zimy w nieogrzanych domach, w altankach, zamarzło już ponad dwieście osób. Powie ktoś, że to demagogia. Dla kogo demagogia, dla tego demagogia, dla biednych to okrutna proza życie. A przecież wszyscy jesteśmy dziećmi tej samej ojczyzny. Czasami zaczynam mieć dziwne wrażenie, że obojętniejemy na takie zjawiska. Gdyby to było prawda – nic gorszego nie mogłoby nas spotkać.

 Rząd ogłosił właśnie strategię, która ma nas doprowadzić do krainy szczęśliwości - strategię zaciskania pasa. Doświadczenie uczy, że na sobie rząd zaciśnie pas o jedną, no – dwie dziurki, tym, którzy i tak mają już najmniej, zaciśnie zapewne na ostatnią. W miarę sił i możliwości musimy ich bronić, musimy wołać o rzeczywistą pomoc dla najsłabszych, o wyrównywanie szans, a nie o jakieś wirtualne „węzły socjalne”. Węzły socjalne rząd może nam zafundować później, na razie niech zrobi coś, by obywatele nie musieli w kolejce do lekarza stawać o trzeciej w nocy.

Tożsamość, różnorodność, jedność

 Po dwudziestu latach mamy bardzo bogate doświadczenia. Jedno tych doświadczeń dotyczy potrzeby dbania o tożsamość. O samodzielność intelektualną, o autonomię programową, o to, by unikać owczego pędu i „obcych bogów”.
 Ilekroć ludzie zaczynali mieć kłopoty w postrzeganiu nas, ilekroć otrzymywali mylące komunikaty, spostrzegali, że kogo innego wybierali a kogo innego wybrali – tylekroć zwracali się ku innym partiom lub zamykali w sobie. Kiedy zapominaliśmy o tożsamości - wtedy zaczynały się problemy.
 Tożsamość  daje polityczną siłę i szacunek wyborców.
 Tożsamość wcale nie prowadzi do „zabetonowanej”, zamkniętej w sobie partii. Partia musi być otwarta i mieć jak najszerszą ofertę programową – to jedno; i musi być sobą - to drugie.

 Personalnie jesteśmy różni, czasem nawet bardzo różni, może nie w generaliach, ale w detalach – czasem bardzo ważnych - na pewno. To cecha partii demokratycznej i nic w tym dziwnego. W tej różności także jest siła, jeśli się o tym pamięta i respektuje tę zasadę. W socjaldemokracji o tym pamiętaliśmy.
 Byliśmy silni, kiedy byliśmy razem. Przez całą dekadę lat dziewięćdziesiątych szliśmy do przodu, z wyborów na wybory mieliśmy coraz lepsze wyniki, coraz większą wiarygodność, coraz więcej zaufania ludzi. Oczywiście, nie tylko jedność to sprawiła. Ale wniosek jest niezaprzeczalny: bycie razem jest nie tyle receptą, co szansą na sukces. Dziś jesteśmy znów razem.
 Zaczęliśmy budowę porozumienia społecznego. Mamy olbrzymie szanse, by w ciągu dwóch lat, w trzech kampaniach wyborczych, zbudować wielki ruch – lewicowe porozumienie społeczne. Jesteśmy na dobrej drodze.

Duma

 Gdy więc, koleżanki i koledzy, po latach przeglądałem materiały z naszego kongresu założycielskiego, gdy przypominałem sobie, co wówczas mówiliśmy, nabierałem pewności, że dobrze odczytaliśmy wtedy znaki czasu, że nasze ówczesne plany, przyrzeczenia i deklaracje nie straciły na aktualności. I chociaż do realizacji niektórych zaledwie się przybliżyliśmy, to jednak patrząc z perspektywy tych dwudziestu lat możemy powiedzieć, że możemy być z siebie dumni. Wszystkie najważniejsze zmiany, które zaszły w Polsce, zmieniały historię naszego kraju - nasze wejście do NATO, nasze członkostwo w Unii Europejskiej, czy przyjęcie Konstytucji działy się z naszym udziałem. Niekiedy, na przykład gdy chodzi o negocjacje akcesyjne do Unii Europejskiej, był to udział decydujący.
 Możemy więc z podniesioną głową powiedzieć, że dobrze zasłużyliśmy się Polsce. I chcemy jej służyć nadal.

Powrot