Blogosfera

Kalisz: Wyjaśnimy śmierć Blidy

Z Ryszardem Kaliszem, posłem Lewicy, przewodniczącym komisji ds. wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy, rozmawia na łamach Polska The Times Dorota Kowalska.

Zaskoczył Pana czymś raport dr. Michała Gramatyki, eksperta kryminalistyki, który analizował sytuację, jaka zdarzyła się w domu Barbary Blidy w dniu jej śmierci?

Muszę przyznać, że znając materiał dowodowy, szedłem w swoim myśleniu trochę dalej niż dr Michał Gramatyka, ale oczywiście jego opinia jest zaliczana do materiału dowodowego i będzie brana pod uwagę. Pan dr Gramatyka stosuje zasadę in dubio pro rero, która zakłada, że nie dających się usunąć wątpliwości nie wolno rozstrzygać na niekorzyść oskarżonego czy podejrzanego, w naszym przypadku osób, które występują w sprawie. Bo u nas nie ma przecież oskarżonych czy podejrzanych, a komisja zajmuje się wyjaśnianiem działalności organów władzy państwowej.

Który z wątków poruszanych w raporcie dr. Gramatyki, ale też występujących w materiale dowodowym, którym dysponujecie, budzi Pana największe wątpliwości?

Przede wszystkim człowiek ma nieodparte wrażenie ogromnego chaosu panującego na miejscu zdarzenia. Pytanie, na które trudno zresztą będzie dzisiaj odpowiedzieć: czy ten chaos był celowy, czy niezamierzony. Druga sprawa: jak wynika z raportu, policja przez prawie trzy godziny nie była dopuszczana do czynności śledczych, a przecież od spraw, w których nastąpiła śmierć, jest nie kto inny, a właśnie policja. Wygląda na to, że funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy byli na miejscu tej tragedii, chcieli nad wszystkim czuwać i decydować.

Z raportu wynika, że cały czas do kogoś dzwonili. Wiecie już do kogo?

Problem polega na tym, że wykonanych połączeń z telefonu należącego do jednej osoby, funkcjonariusza ABW, było bardzo dużo. Tak jakby nic nie robił, tylko dzwonił. Jednocześnie są dowody, że w tym czasie agenci coś tam robili na miejscu. Pytanie, jak wykonywali te czynności: jednocześnie? To bardzo ciekawy wątek sprawy.

Ale pytam, czy wiecie, gdzie ten funkcjonariusz dzwonił?

Numery telefonów oczywiście mamy. Tyle tylko, że często w działalności komisji śledczych już same billingi połączeń traktuje się jako coś bardzo ważnego, a przecież samo połączenie w tym dniu, nawet z osobami ważnymi w państwie, niczego nie przesądza. 25 kwietnia 2007 roku wszyscy interesowali się tym, co wydarzyło się w domu Barbary Blidy, w Sejmie już o godz. 9 rano nie mówiło się o niczym innym. Problem polega na tym, że tam, powtarzam, wykonano niezwykle dużo połączeń telefonicznych. Takie działanie mogło być przypadkowe, ale mogło być równie dobrze działaniem zamierzonym. Tak aby nigdy nie dotrzeć w tym nawale połączeń do tego, z kim naprawdę były ważne rozmowy.

Nie zdziwiło Pan, że na broni, z której miała strzelać do siebie Blida, nie ma jej odcisków palców? Ani jej, ani jej męża, który też miał tę broń w ręku.

Wiedzieliśmy o tym już od pewnego czasu i nie da się ukryć, że to frapująca okoliczność. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że policja przez trzy godziny nie była dopuszczana do czynności. Więc trudno nie pytać, jak odciski zniknęły z pistoletu.

Odpowiedź wydaje się prosta: ktoś je usunął. Bo jak to inaczej wytłumaczyć?

Muszę być w tej sprawie bardzo ostrożny. Owszem, wiele wskazuje na to, że odciski zostały wytarte. Ale zdarzają się też takie powierzchnie na rękojeści i na spuście pistoletu, na których ślady nie zostają, albo, jeśli byśmy przyjęli, że zostały wytarte, to mogły zostać wytarte przypadkowo. Ale by mieć pełny obraz sytuacji, trzeba ten fakt połączyć z innymi dowodami i tym, co wydarzyło się w domu Barbary Blidy. A byli w nim przez długi czas, oprócz sanitariuszy, wyłącznie funkcjonariusze ABW.

Ubranie agentki ABW, która była z Blidą w łazience, gdy padł strzał, zabezpieczono do zbadania dopiero o godz. 10.10, czyli około 4 0 minut przed początkiem oględzin miejsca zdarzenia. Nie zdziwiło to Pana?

Kwestia ubrania jest co najmniej zastanawiająca. Funkcjonariusze ABW mają specjalne kurtki z napisem ABW na plecach, które wkładają na ubrania. Jeżeli przyjmiemy, że funkcjonariuszka, jak sama twierdzi, pomagała przy reanimacji Barbary Blidy, to przecież jej kurtka musiała zostać co najmniej ubrudzona krwią. Ale takiej kurtki nie odnaleziono. Więc rodzi się pytanie, czy poddano badaniu właściwą kurtkę. Proszę jednak pamiętać, że wszystkie te wydarzenia miały miejsce 25 kwietnia 2007 roku, że klub lewicy zgłaszał co miesiąc wnioski o powołanie komisji śledczej, ale te wnioski przez ówczesnego marszałka Ludwika Dorna nie były poddawane pod głosowanie. Komisja powstała dopiero w roku 2008, pod koniec zimy. Ten rok, kiedy nie pracowaliśmy, miał ogromne znaczenie, bo na wiele pytań trudno będzie odpowiedzieć.

Jedna z wersji zakłada, że agentka ABW szarpała się z Barbarą Blidą, chciała zabrać jej broń, która wystrzeliła. Pan też skłania się ku tej wersji?

Przez dłuższy czas przychylałem się do niej. Jednak po ekspertyzie dr. Gramatyki, który zbadał okoliczności zdarzenia bardzo dokładnie i stwierdził, że szarpanina jest mało prawdopodobna, przyjmuję jako najbardziej prawdopodobną wersję, że Barbara Blida trzymała broń w dwóch rękach i nacisnęła spust kciukiem.

Czyli popełniła samobójstwo?

Nie ma przekonujących dowodów na to, że śmierć nastąpiła w inny sposób niż w wyniku samobójstwa. W związku z tym nie można przyjąć innej wersji.

Więc skąd to zamieszanie w jej domu?

Na miejscu zdarzenia mieliśmy do czynienia z kwintesencją państwa pisowskiego. Dzisiaj wszyscy wiemy, że Barbara Blida była niewinna, a wszelkie jej oskarżenia bezpodstawne. I jestem przekonany, że ówczesne służby doskonale zdawały sobie sprawę, że przesadziły. Przecież wszystko, co działo się wokół Blidy, miało wpływ na jej stan psychiczny, a jeśli Barbara Blida wzięła tę broń, to musiała być w stanie, który kazał jej podjąć tak dramatyczną decyzję. Funkcjonariusze ABW mogli się przestraszyć reakcji opinii publicznej. Być może też dostali polecenia z góry, bo przecież na miejscu był wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek.

Ale winni nie zostaną ukarani?

Winnych w tej sprawie szuka prokuratura. Dla mnie jest najważniejsze, aby już nigdy obywatel nie był bezradny w obliczu państwa. Aby nie powtórzyła się sytuacja, kiedy niewinny człowiek nie ma możliwości obrony. Bo najpierw będzie przesłuchiwany, obrażany, zaszczuty, a potem pozwolą mu powiedzieć słowo.

Kiedy powstanie raport?

Mamy do przesłuchania jeszcze pięciu świadków. Potem zanalizujemy zebrany materiału i powstanie raport. Niedługo.

A komisja hazardowa, Pana zdaniem, coś wyjaśni?

Moja komisja, podobnie komisja ds. wyjaśnienia okoliczności śmieci Krzysztofa Olewnika, jest komisją merytoryczną i profesjonalną. W komisji hazardowej cały czas obserwujemy walkę Platformy i PiS-u. Nie wiem, jaki będzie raport tej komisji, ale dobrej myśli nie jestem.

Uważa Pan, że ta walka zaostrzy się jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej?

Widząc to, co się stało na początku tygodnia, to będzie ostra kampania. Zarówno Platforma, jak i PiS nie popuszczą i będą grały bardzo twardo.

Może znajdą się też haki na Jerzego Szmajdzińskiego?

Jest w polityce od 20 lat i gdyby nagle coś na niego wyciągnięto, będzie wiadomo, że te informacje zostały spreparowane.

18.02.2010

Powrot