Blogosfera
Senyszyn: SŁYNNE PARY, ZNANE PAKTY I SOJUSZE

Do historii przeszło wiele par heteroseksualnych kochanków. Część z nich była uwikłana w politykę. Cezar i Kleopatra, Ludwik XV i madame de Pompadour, król Edward VIII i pani Simpson, a z polskich Jan III Sobieski i królowa Marysieńka, Napoleon i pani Walewska. Zdecydowanie mniej jest słynnych par męsko-męskich. Bynajmniej nie homoseksualnych, a związanych interesami, poglądami, zamierzeniami. W XIX wieku byli to Marks i Engels, w XX - Lenin i Stalin. Ostatnio, przed szansą przejścia do historii, choć tylko Polski, stoją Tusk i Giertych.
Donalda i Romana łączy wiele. AntyPiSowski interes, zawiedziona miłość do braci Kaczyńskich, żądza odwetu, wodzowskie skłonności, nieograniczona ambicja. Obaj przeszli polityczną drogę od miłości do nienawiści. Pod tym względem różni ich jedynie stopień sformalizowania związku z PiS. Tusk kochał PiS w czasach SLDowskiej zarazy. Chciał wspólnej sanacji. POPiSowego, koalicyjnego związku, ale pod swoją egidą. Choć nie raz, nie dwa dochodziło do zbliżenia na sali sejmowej, uczucie nie wytrzymało próby kampanii wyborczej 2005 roku. Na drodze do ślubnego kobierca stanął dziadek z Wermachtu.
Z Giertychem było inaczej. Oddał się Jarosławowi Kaczyńskiemu za fotel wicepremiera i ministra edukacji, telewizję, becikowe. Myślał, że na dobre. Okazało się, że na złe. Choć ślubu udzielał sam ojdyr Rydzyk, małżeństwo okazało się nietrwałe. Roman, rozsmakowany w konfiturach, stracił wszechpolską czujność. W 2007 roku, ze swoją LPR, dostał eksmisję z polityki. Wydawalo się, że już na zawsze na bruk. I oto, niespodziewanie, po dwóch latach odsunięcia od politycznego łoża, zaczyna sobie mościć gniazdko z Tuskiem. Na miłość to nie wygląda. Raczej na nienawiść. Giertych nienawidzi być poza polityką, a Tusk - swoich kolegów z PO. Większości niczym by tak nie dowalił, jak związkiem z LPR.
Tym, którzy myślą, że PO staje już pod ścianą, warto przypomnieć, że do wzięcia jest jeszcze Samoobrona. Tusk ma apetyt na głosy wsi, jak koń na owies. To dobry łącznik z byłą posłanką Begerową. Dla wyborców PSL Platforma jest za bardzo obywatelska, a za mało swojska. Dla zwolenników Samoobrony sojusz z partią Tuska byłby jak znalazł. Niewykluczone, że już im się coś w oczach zapala. A jak wiadomo największym afrodyzjakiem jest pożądanie. Gowin mógłby na nie odpowiedzieć pochwałą Leppera. Wszak wiele ich łączy. Obaj są przeciwni edukacji seksualnej, in vitro, prawu do aborcji, związkom partnerskim.
Premier Tusk ma szansę przejść do historii także w kategorii znanych paktów i sojuszów. Paktu Ribbentrop-Mołotow raczej nie przebije, ale z sojuszami pójdzie łatwiej. Z LPR już został zawarty. Na razie w Małopolsce. Samoobrona leży i czeka. Z rozwartymi... ramionami. Rządowa koalicja obu tych partii z PiS okazała się sojuszem dupy z batem. Wygląda na to, że PO lubi wychłostanych. Wszystkiego najlepszego w niebanalnym związku!
Prof. Joanna Senyszyn










