Blogosfera

Naczas: PO? A może już PR

Ostatnie zagrania PO nie pozostawiają złudzeń. To już nie jest polityka. To PR w czystej postaci. Dla nich relacje z publiką są ważniejsze od wszystkiego. Nie ma rzeczy świętych, które by mogły wytrzymać próbę ustawienia obrazu pod własne cele.
Platforma (choć powinienem napisać chyba PO, tak jak członkowie PiS i PO mówią o SLD – słyszeliście by używali całej nazwy Sojusz Lewicy Demokratycznej?) nie pozbędzie się Palikota. To idealne narzędzie marketingowe. Nie bez powodu Palikot namieszał teraz w sprawie wyborów między kandydatami. Czy przypadkiem nie ma teraz afery hazardowej? Czy przypadkiem Miro nie obraził się na Polskę? Na kłopoty już nie tylko Bednarski. Teraz na kłopoty Palikot. Odwrócona uwaga od poważnych problemów i afer to coś co dzięki swoim występkom Janusz P. zapewnia zawsze i wszędzie. To istny wentyl bezpieczeństwa. Analizując sukcesywne niszczenie prezydenta Kaczyńskiego można dojść do wniosku, że twarz PO nie była w tym wypadku konfliktowa. Bo Palikot nie jest wcale twarzą PO. Jest jakby jej ogonem, który tu raz smaga, tu raz merda. Przykuwa uwagę, ale nie wpływa na odbiór całego liberalnego psiaka. Przez taki ogonek można rozweselić, rozśmieszyć, zwrócić uwagę. Wszystko ogonkowi zostanie wybaczone, wszystko ogonkowi zatem można.
To nie koniec. PO ostatni wskazuje narodowi na co patrzeć ten ma. To przemyślane wskazania. Afera hazardowa i poboczne wątki Misiakowe i katarskie zawsze są w tle. Bo specjaliści od PR mają za zadanie ukryć je bardzo szybko. Raz to rewolucyjne zmiany w konstytucji, raz wręcz system kanclerski. Jeszcze innym razem wysyła się służalczych dziennikarzy, że wyciągali SLD koalicje z PiS. Tak w kółko. Zawsze jest czas by mówić o sobie dobrze, a o innych źle. Czy ktoś pamięta o tym, że stocznie zostały postawione na skraju bankructwa przez wyimaginowanych inwestorów? Czy ktoś mówi o kontraktach na kontenery przy orlikach? Nie, bo przecież ważniejszy jest waleczny na boisku piłkarskim Tusk. Potem wyjdzie, że to on zbudował stadiony i to on sprawił,  że EURO 2012 w ogóle się odbędzie.
Otóż powoli zaczynają się zacierać granice między PO, a PR. Polityka to sztuka rządzenia, a nie sztuka grania ról na scenie. Cel uświęca czasami środki, jednak musi być owy cel znany. Bo bajdurzenie i snucie opowieści nie wystarczy na drugą falę kryzysu gospodarczego. Obawiam się najgorszego, że w tej wiecznej grze pozorów PO prześcignie samą siebie i premier będzie się wcielał w rolę Tuska, a Tusk nie będzie chciał grać premiera. Kandydaci-statyści z kolei będą mieli przeistoczyć się w siebie nawzajem, a różnić się będą na pokaz. Każde przedstawienie ma na szczęście swój ostatni akt. 

www.naczas.blog.onet.pl  i www.naczas.pl

Powrot