Blogosfera
Geringer de Oedenberg: Smutna przyszłość upośledzonych parytetowo wybranek?

Skazane na wegetację bez satysfakcji, współczujące spojrzenia mądrzejszych, znających swoje miejsce koleżanek oraz skrywaną pogardę posiadaczy niezafałszowanych mandatów – przyszłe polskie parytetowe wybranki czeka ... margines polityczny, depresja i łzy...
Jak dowodzą „głowy z telewizora” - parytet idzie pod rękę z dyskryminacją!
Drogie Panie, jakie to szczęście, że w naszej Ojczyźnie są kompetentni, troskliwie dostrzegający to zagrożenie i chętni bronić nas panowie, których zdaniem, tylko Polka wybrana bez parytetu, może być pełnowartościową posłanką czy radną, mającą poczucie własnej wartości, wynikające z przymiotów umysłowych a nie płciowych.
Tymczasem naznaczone parytetem Francuzki, czy Hiszpanki przepycha się do parlamentów na siłę, tylko dla celów statystycznych, podobnie jak niegdyś mających marne oceny, ale dobre robotnicze lub wiejskie pochodzenie – PRL-owskich studentów. Obarczone “parytetowym garbem” zagraniczne posłanki strasznie cierpią, wiedząc, iż swój wybór zawdzięczają jedynie płci, a nie kwalifikacjom. Jeszcze gorsze jednak jest to, iż kandydatki z „parytetowej łapanki” - zajmują często na listach miejsca znakomicie wykształconym i hormonalnie przygotowanym do pełnienia ważnych funkcji kandydatom..
Parlamentarzyści we Francji, Hiszpanii, Belgii i Portugalii, kilka lat temu odważyli się jednak “narazić” swoje kobiety na „dyskryminację wyborczą” i wprowadzili parytet na poziomie od 40 - do 60%. Efekty tych rewolucyjnych decyzji widać na przykład w Parlamencie Europejskim, gdzie udział kobiet w hiszpańskiej, belgijskiej i portugalskiej reprezentacji wzrósł do 36% , a w delegacji francuskiej do 44%. Z uwagą obserwuję moje parytetowe eurokoleżanki, ale jak dotąd nie zauważyłam u nich żadnych oznak cierpienia, ani depresji spowodowanej „dyskryminacją wyborczą”.
Sprawujący 80% liczby mandatów w polskim Sejmie i 92% w Senacie panowie, także dostrzegli tę “kwotową modę” u innych. Nie chcąc uchodzić za totalny polityczny zaścianek, na razie ćwiczą odmianę słowa “parytet” przez wszystkie przypadki. Na “szarżę” podobną do hiszpańskiej - nie są jeszcze gotowi. No cóż , trzeba nie lada odwagi, by zmierzyć się na listach wyborczych z paniami jak równy z równą, w parytecie pół na pół.
Polskie społeczeństwo nie tylko zauważa nie wystarczającą reprezentację kobiet w życiu publicznym, ale według komunikatu CBOS ze stycznia, 60% respondentów - opowiada się za wprowadzeniem parytetu 50:50 na listach wyborczych.
Myślę, że nadszedł czas pójść za głosem ludu i także u nas zastosować europejskie standardy.
Zatem w Dniu Kobiet, życzę polskim parlamentarzystom, by dorównali dzielnością Francuzom czy Hiszpanom i nie bali się wprowadzić odważnych parytetów, dających naprawdę równe szanse wyboru zarówno panom jak i paniom.
Lidia Geringer de Oedenberg
08.03.2010










