Blogosfera

ABSURD FICTION, CZYLI SEN ALEKSANDRA

Ktoś śpi (i śni), aby nie mógł spać ktoś. Najdroższy Drogowskaz Lewicy, Aleksander, miewa sny. Publicznie ujawnił kilka. Jak dotąd, przynajmniej o dwa za dużo. Byłoby to zupełnie nieszkodliwe, gdyby nie domagał się od SLD ich realizacji.

Sen pierwszy, mimo dużych nakładów sił i środków, nie okazał się proroczy. LiD, umęczon pod Demokratami pl i Borówkami mb, umarł i pogrzebion. Pozostał żal. Za poselskimi mandatami, niepotrzebnie oddanymi niewiernym i paroma milionami rocznej dotacji. Utraconymi za karę. Za grzech sprzeciwienia się wyborcom i ożywienie dwóch politycznych nieboszczyków, których Aleksander umiłował.

Sen ostatni, o koalicji SLD z PiS, jest z gatunku horrorów. Według byłego prezydenta, porozumienie Sojuszu z partią braci Kaczyńskich mogłoby się opierać na "pragmatycznym programie ku przyszłości", gdyż jest możliwe "zostawienie historii w kącie", nie szukanie "kompromisu w sprawach oceny PRL, komunizmu, generała Jaruzelskiego", ale sięgnięcie razem po władzę.

To oczywiście nie science, ale absurd fiction. Polityka Jarosława Kaczyńskiego opiera się na nienawiści do PRL, PZPR, ZSRR i działaniach odwetowych. Via IPN, CBA, TK. Historyczna histeria jest spoiwem, bez którego PiS przestałoby istnieć. Kaczyzm, bez odrazy do komuszej zarazy, byłby jak PO bez Palikota i Radio Maryja bez Rydzyka. Nie do strawienia nawet dla wielbicieli. 

Jak wynika z dotychczasowych komentarzy, senna mara Aleksandra Kwaśniewskiego nie spędza snu z powiek szefów obu, na szczęście nie zainteresowanych partii. Nie brak za to wypowiedzi osób, które przy okazji postanowiły upiec swoją pieczeń. Europoeł Marek Migalski grozi odejściem z PiS, "gdyby doszło do zawarcia koalicji rządowej z czerwonymi". Pamiętacie, jaką rymowankę mówią dzieci w takich okolicznościach przyrody? Nie strasz, nie strasz, bo się...

prof. Joanna Senyszyn

Powrot