Blogosfera
Miller: Bez pudru

Nie zdziwię się, jeśli ta książka zostanie przemilczana. Marek Barański w osobie Marcina szczerze i prawdziwie rozlicza się ze swoją biografią, przyjaciółmi i wrogami. Z równą pasją kreśli obraz powojennej Warszawy jak i czasów bliskich, budzących żywe namiętności. Barański nie tylko za nic nie przeprasza, ale atakuje i prowokuje. Idzie pod prąd politycznej poprawności nie bacząc, że historia została już przecież napisana i „na wieki przesądzono, gdzie, jakie podobizny wiszą".
Książka nie będzie podobać się z różnych powodów. Przede wszystkim z uwagi na samego autora, któremu „wolno mniej". Barański nawet jako szef „Trybuny" nie był zapraszany na przeglądy prasy, czy audycje publicystyczne. Nie dlatego, że nie miał nic do powiedzenia, ale ponieważ nie pasował do salonu świadomie przybierając twarz obrońcy PRL i stanu wojennego.
Nie znajdzie też uznania wśród wielu lewicowych kręgów. Jedni zżymać się będą na jego poglądy, drudzy na przekłuwanie balonów i ścieranie z wielu twarzy szminki i pudru. Ale to jest właśnie zaletą książki i z tych - choć nie tylko - powodów warto ją przeczytać.
"Nogi Pana Boga", Marek Barański, wydawnictwo Keep Smiling - Warszawa.
Leszek Miller
10.03.2010










