Blogosfera

Siwiec: Białoruskie gry

W zeszłej kadencji Parlament Europejski postanowił powołać Euronest. Miało to być zgromadzenie przedstawicieli PE z przedstawicielami parlamentów Ukrainy, Mołdawii, Białorusi, Armenii, Azerbejdżanu i Gruzji. Wszystko szło dobrze, zdecydowaliśmy nawet, że na pierwsze spotkanie pod koniec marca zaprosimy w charakterze obserwatorów pięciu posłów z Białorusi i pięciu przedstawicieli opozycji. Tylko, że… Białorusini nie zgodzili się na ten wariant, a konkretnie oczekiwali, że zostanie zaproszonych dziesięciu posłów z ich kraju (opozycja im specjalnie nie przeszkadzała). Dodatkowo, przewodniczący wszystkich sześciu parlamentów zwrócili się do Jerzego Buzka z apelem, aby Białoruś była reprezentowana tak samo, jak pozostałe kraje.

W ten sposób dotarliśmy do wczoraj, kiedy trzeba było zdecydować, co dalej z Euronestem i co dalej z Białorusią w tym zgromadzeniu. Doszło do konfrontacji dwóch stanowisk. Socjaliści uznali, że do czasu kolejnych wyborów na Białorusi lepiej zapraszać posłów niedemokratycznego parlamentu i przedstawicieli opozycji, niż nie zapraszać nikogo i podjąć w ten sposób ryzyko, że cała inicjatywa Euronestu wyleci w powietrze. Za ludźmi Łukaszenki nikt nie przepada, ale przecież potrafiliśmy już, tu w PE, robić wyjątki dla Chińczyków, Kubańczyków, Irańczyków i wielu, wielu innych. Wydawało nam się, że pozyskamy dodatkowe pole nacisku na Białoruś, tym bardziej, że oczekiwaliśmy wsparcia ze strony pozostałych pięciu zaproszonych krajów. Przy okazji warto przypomnieć, że wśród tej piątki są takie "wiodące" demokracje jak np. armeńska czy azerska…

Nie udało się. Z inicjatywy Platformy Obywatelskiej zwyciężyło stanowisko "zero kompromisu z Łukaszenką" i nikt z parlamentu białoruskiego nie zostanie zaproszony. Zobaczymy, kto i czy w ogóle przyjedzie 24 marca, bo może się okazać, że nasi partnerzy poważnie potraktowali swoje wymagania dotyczące obecności Białorusi.

Marek Siwiec

11.03.2010

Powrot