Blogosfera

Szmajdziński: przyszłością w SLD i na lewicy są prawybory

Z Jerzym Szmajdzińskim, wicemarszałkiem Sejmu i kandydatem SLD w wyborach prezydenckich, rozmawiała na łamach Polska Głos Wielkopolskiej Paulina Jęczmionka.

Co Pan sądzi o pomyśle prawyborów w Platformie Obywatelskiej?Z którym z kandydatów PO wolałby Pan konkurować?

- Warto zasięgać opinii członków partii, bo to zwiększa ich podmiotowość, a także wiąże emocjonalnie z podjętą decyzją. Jednak klasyczne prawybory to więcej kandydatów i niejawne głosowanie. Ale oceniam tę próbę Platformy jako interesującą. A za majstersztyk uważam to, że w takim stopniu zainteresowano media, odkładając na bok dziesiątki innych, ważniejszych dla obywateli problemów. Nie chcę nikogo preferować, ale jestem przekonany, że wyznaczonym kandydatem PO jest Bronisław Komorowski. Tak naprawdę to jest rywalizacja o pierwszego zastępcę Donalda Tuska. I jeśli potwierdzą się moje przewidywania, że kandydatem będzie Komorowski, Radosław Sikorski zostanie upokorzony.

Skoro prawyborom towarzyszy takie zainteresowanie ze strony mediów, to dlaczego lewica nie chciała ich przeprowadzić?

- My, w przeciwieństwie do PO, zrobiliśmy powszechne konsultacje, które wykroczyły poza społeczne struktury SLD. Nie ograniczaliśmy liczby kandydatów. Struktury partii mogły wskazać dowolną osobę, która mogłaby reprezentować lewicę w wyborach prezydenckich. Nie budziło to takiego zainteresowania mediów, jak prawybory PO. Bo inne jest zainteresowanie takim przedsięwzięciem w partii rządzącej, a inne, kiedy robi to opozycja. Oczywiście, przyszłością w SLD i na lewicy są prawybory. Wizja jest taka, że jednego dnia do lokali partii w każdej miejscowości mogliby przyjść członkowie partii, oddając głosy do jednej urny. Ale też sympatycy, zwolennicy lub ci, którzy chcieliby podpowiedzieć partii, kogo powinna wystawić w wyborach prezydenckich, oddając głosy do drugiej urny. To na pewno jest przyszłość. (…)

Wierzy Pan, że przy obecnym poparciu dla lewicy naprawdę może Pan zwyciężyć w wyborach prezydenckich?

- Jeśli bierze się udział w takich zawodach, to trzeba zakładać i być przekonanym, że można wygrać. Dlatego taki jest mój wybór, dlatego dzisiaj porozumienie społeczne dwudziestu sześciu podmiotów - partii, związków zawodowych, organizacji pozarządowych, klubów dyskusyjnych. Stąd też moje obecne podróże po Polsce, podczas których przedstawiam swoją wizję prezydentury i stosunek do wielu spraw, które w Polsce się dzieją. Chcę dać się lepiej poznać. Bezpośredni kontakt jest dla mnie oczywistym elementem kampanii. Do tego bardzo cenię sobie kontakty z mediami lokalnymi, które odgrywają ogromną rolę w Polsce. Do tych działań trzeba dołożyć szeroką kampanię w internecie. Chcę taką pracę wykonać, chcę zrobić swoje. Razem z kandydatami na prezydentów miast, burmistrzów, wójtów i radnych, którzy w najbliższym tygodniu dostaną nominacje i też będą zabiegać o poparcie. Oni wiedzą, że zwycięstwo w wyborach prezydenckich zwiększa znacznie ich szansę w wyborach samorządowych. Plan jest ambitny, twardy i absorbujący. Zobaczymy jakie da efekty. Ale nie myślę w kategoriach zajęcia czwartego czy piątego miejsca. Nie będę miał z tego satysfakcji.

Walczy się o całą pulę. Zwłaszcza że odpadł faworyt sondażowy - Donald Tusk. Jeden kontrkandydat to urzędujący prezydent, a obywatele już wszystko wiedzą o jego prezydenturze. Drugim może być były minister obrony narodowej. Ja też nim byłem przez ponad cztery lata. Możemy więc porównać swoje osiągnięcia. A przede wszystkim opinia publiczna może to zrobić. Jeśli nie będzie się kierowała wskazaniami dla partii, tylko wyborem osobowości, to takie nastawienie będzie zwiększało moje szanse.

11.03.2010

Powrot