Blogosfera

Siwiec: AAA… koalicjanta szukam

 Zaczęło się niewinnie. Przed poznańskim kongresem, z młodych pisowskich serc wyrwało się, że nie mają nic przeciwko przyszłej koalicji z SLD. Rozumowali słusznie, choć naiwnie, że zamiast siedzieć na wieki wieków w oślej ławce ze starszyzną plemienną, chcieliby troszkę w życiu porządzić, nawet z Napieralskim i Olejniczakiem. Pokoleniowo bliżej im do nich, niż do obrastającej w tłuszcz Platformy.

No i rozpętała się burza. O koalicji z SLD mówią wszyscy, poza SLD, bo w SLD nikt takiego projektu nie rozważa. Od największych do maluczkich sprawa dominuje dyskurs polityczny. Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że być może, ale raczej nie, choć nie takie rzeczy w życiu widział. Włodzimierz Cimoszewicz uznał, że każdy polityk SLD, przekraczając tę granicę, byłby świnią. Nawet sławny Migalski zapowiedział, że opuści PiS, jeśli doszłoby do takiego wiarołomstwa. Na koniec przemówił prezes, który nie wyobraża sobie koalicji PiS-SLD ze względów życiorysowych i światopoglądowych. O innych przyczynach dyskretnie milczy. Wskazuje natomiast bliżej nieokreśloną część PO, z którą mu po drodze.

Przytoczyłem fragment dyskusji, która pokazuje, że bez przywiązania do historycznego antykomunizmu nie ma PiS-u w wydaniu braci Kaczyńskich. Tu nie chodzi o koalicję z SLD, tylko o postrzeganie świata. Dla Hofmana i jego rówieśników, to, co dziś stanowi kręgosłup PiS-u, staje się coraz bardziej abstrakcyjne, sztuczne i nieproduktywne. Nie widzę żadnej substancji dla tworzenia koalicji z PiS-em, nie życzę więc sobie, aby pan Kaczyński wybrzydzał, mówiąc o mojej partii. Nie chcę też, aby ludzie, jak Włodzimierz Cimoszewicz, nazywali "świnią" któregokolwiek z moich kolegów, który być może takiej koalicji kiedyś zechce.

Nasze postrzeganie polityki jest elastyczne, ale nie potrzeba nam komunizmu, aby dobrze wiedzieć, dlaczego z PiS-em nam nie po drodze.

Marek Siwiec

12.03.2010

Powrot