Blogosfera
Geringer de Oedenberg: Kontrowersyjne ACTA, czyli zakusy na większą kontrolę w Internecie?

Wśród zwolenników internetowych restrykcji - Nigel Farage... Temat prawa własności intelektualnej i wolności w Internecie - pojawia się coraz częściej w naszych debatach.
W Komisji Prawnej pracujemy obecnie nad projektem sprawozdania francuskiej posłanki Marielle Gallo na temat prawa własności intelektualnej w gospodarce opartej na wiedzy, o czym już pisałam wcześniej, natomiast w tym tygodniu plenarnym gorącym tematem był dokument ACTA - negocjowana właśnie przez Komisję Europejską umowa Anti Counterfeit Trade Agreement, czyli porozumienie przeciwko podróbkom. Ogromną większością przyjęliśmy 10 marca br. rezolucję, w której domagamy się przede wszystkim większej przejrzystości i informacji z przebiegu negocjacji zwiazanych z ACTA ."Za" było 663 posłów, 13 - przeciw, 16 wstrzymało się od głosu.
Co nas w ACTA najbardziej zaniepokoiło?
Zgadzamy się, co do tego, że należy walczyć ze zjawiskiem handlu podrabianymi towarami oraz rozumiemy, że konieczna jest współpraca międzynarodowa w tej dziedzinie. Wydaje się jednak, że negocjowana obecnie przez Komisję Europejską umowa ACTA wykracza ponad przyjętą w prawie unijnym zasadę proporcjonalności, która mówi, że działania Unii muszą być współmierne do zamierzonych celów.
Obawiamy się, że negocjujące państwa (oprócz Unii Europejskiej są to m.in.: USA, Kanada, Australia, Japonia) chcą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: z jednej strony zwalczać podróbki, a z drugiej uzyskać większą kontrolę nad tym, co się dzieje w Internecie. Właśnie ta część umowy ACTA budzi najwięcej kontrowersji.
Umowa zawiera podobno zapisy, które mogą ograniczyć swobodę wypowiedzi, a także działalność komercyjną w Internecie. Taki skutek będzie miało rozważane podobno wprowadzenie odpowiedzialności dostawców Internetu za przesyłane treści oraz odcinanie Internetu za ściąganie plików na użytek prywatny, ponieważ nielegalny przemysł "podróbkowy" obejmuje też ...ściąganie plików.
Używam słowa podobno, ponieważ Parlament Europejski nie jest oficjalnie informowany na temat zapisów umowy. Informacje, jakie otrzymujemy pochodzą z plotek i przecieków, które zdobywają organizacje pozarządowe, a tymczasem ...
obowiązujący od 1 grudnia ub.r Traktat z Lizbony przewiduje ściślejszą kontrolę Parlamentu nad europejską polityką handlową i zobowiązuje Komisję Europejską, odpowiedzialną za negocjacje, do regularnego informowania nas o postępach w negocjacjach.
Do zawarcia porozumienia ACTA przez Radę i tak konieczna będzie zgoda Parlamentu wyrażana większością głosów, ale zanim do tego dojdzie nie chcemy dopuścić do powstawania dokumentów, które już w samym założeniu budzą wiele wątpliwości.
W tej sytuacji zarówno prawo jak i pragmatyzm przemawiają za tym, aby informować nas o przebiegu negocjacji. Do tej pory Parlament nie zgadzał się na przyjęcie zapisów, które uderzały w prawa podstawowe obywateli, a za takie uznaliśmy prawo dostępu do Internetu (przypominam nasze działania podczas debaty nad Pakietem Telekomunikacyjnym).
Dlatego też głosując za rezolucją na temat ACTA, domagaliśmy się większej przejrzystości w zakresie prowadzonych negocjacji. Nieliczni przeciwnicy, a wśród nich ultraeurosceptyk Nigel Farage, najwyraźniej wolą, by takiej przejrzystości nie było. Czy jako "ostatni sprawiedliwi" w Unii preferują mieć opaskę na oczach niczym Temida...? Najprawdopodobniej jednak, będąc z reguły przeciw wszystkiemu, nie doczytali o co chodzi w ACTA i zagłosowali jak zwykle.
Lidia Geringer de Oedenberg
PS. Tekst przyjętej rezolucji dostępny jest na http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?type=MOTION&reference=P7-RC-2010-0154&language=EN
Pełna lista głosujących:
http://votewatch.eu/cx_vote_details.php?id_act=456〈=en
12.03.2010










