Blogosfera

Szmajdziński: Czułem się królem

Krzysztof Grzesiowski: Jerzy Szmajdziński, Wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej, gość Sygnałów. Dzień dobry, panie marszałku.

Jerzy Szmajdziński: Kłaniam się, dzień dobry.

K.G.: A także kandydat Sojuszu na prezydenta, co jest o tyle istotne, że – o ile pan pozwoli, panie marszałku – zacytuję raz jeszcze fragment z dzisiejszego dziennika Polska: „Sojusz Lewicy Demokratycznej zlecił badanie preferencji wyborczych, a jego wyniki były zaskakujące, okazało się bowiem, że nie wszyscy wyborcy Lewicy wiedzą, że Sojusz wystawił oficjalnie Jerzego Szmajdzińskiego”. Miał pan te badania w ręku?

J.S.: Mówi pan o badaniach sprzed kilku miesięcy...

K.G.: To jest sprzed kilku miesięcy.

J.S.: Właśnie.

K.G.: I od tamtej pory się zmieniło?

J.S.: Od tamtej pory wykonałem część pracy polegającej na obecności w 37 ważnych punktach w naszym kraju, odbyłem blisko 100 spotkań, byłem królem mediów lokalnych...

K.G.: Mediów lokalnych, tak, zauważyłem to.

J.S.: A także regionalnych.

K.G.: I jak się pan czuje w roli króla?

J.S.: Świetnie, bo nikogo innego nie widziałem obok siebie, więc rzeczywiście w bardzo wielu miejscach jeszcze nikt nie dotarł z kandydatów, byłem pierwszy. I były to bardzo dobre spotkania, to jest najważniejsze. I jestem przekonany, że dzisiaj te badania by wyglądały inaczej, to był jeszcze ten czas, w którym ośrodki badania opinii publicznej badały poziom poparcia kandydata Włodzimierza Cimoszewicza, który konsekwentnie od czterech lat mówi, że kandydować nie będzie.

K.G.: I ta wiedza do wyborców Lewicy dotarła, prawda? Ta informacja, że Włodzimierz Cimoszewicz nie będzie kandydował.

J.S.: Myślę, że tak.

K.G.: Słyszał pan o propozycji współpracy złożonej wszystkim klubom parlamentarnym, złożonej przez Prawo i Sprawiedliwość w takich czterech obszarach, dziedzinach – sprawy rodzinne, gospodarka, polska prezydencja unijna, ustrój państwa, w tym zmiany w Konstytucji.

J.S.: Tak...

K.G.: Grażyna Gęsicka o tym mówiła.

J.S.: Tak, słyszałem, od kilku miesięcy również przewodniczący naszego klubu Grzegorz Napieralski deklaruje gotowość współpracy, no ale odpowiedź nie może być taka, jakiej udzielił Grzegorz Schetyna, że przyjdą projekty do sejmu, to je popierajcie, bo właściwie do tego się sprowadza sens wypowiedzi przewodniczącego klubu Platformy Obywatelskiej.

A z drugiej strony pamiętamy sprzed dwóch tygodni wypowiedź Donalda Tuska, że albo będziecie współpracować, albo śladu po was nie będzie. No więc niech się panowie zdecydują, czy mamy dyskutować o projektach, które przyjdą do sejmu, czy mamy się spróbować porozumieć, a spróbować się porozumieć to znaczy zobaczyć te projekty, nim one trafią do sejmu, i poszukać wspólnych pól, wspólnych obszarów. Może będziemy mieli trochę lepsze pomysły na te same problemy, bo nie jedna droga prowadzić musi do celu. No ale jestem pesymistą po wypowiedzi pana Grzegorza Schetyny: jesteście od tego, żeby popierać, jak nie będziecie popierać, to znaczy, że wasze deklaracje współpracy nic nie są warte.

K.G.: Tylko takie jedno zdanie jeszcze dodała pani Grażyna Gęsicka, szef klubu parlamentarnego PiS-u, że ta propozycja pada w atmosferze zbliżających się świąt.

J.S.: No, to ze strony PiS-u, nasza była przedświąteczna. [śmieje się]

K.G.: Przedświąteczna, czyli ze świętami nie ma nic wspólnego.

J.S.: Z okresem radości, jak mówiła pani poseł Gęsicka, jest związana propozycja PiS-u. Nasza jest związana z powagą sytuacji w wielu, wielu dziedzinach.

K.G.: Panie marszałku, co to jest takiego, podobno nazwa robocza: sejmowo–senacka Rada ds. Unijnej Perspektywy Finansowej 2014–2020? Spotkał się pan z czymś takim?

J.S.: Pierwsze słyszę.

K.G.: To nie jest przypadkiem pana pomysł, żeby powołać takie ciało?

J.S.: Nie, nie znam tej inicjatywy.

K.G.: Był taki rok, właściwie nawet kilka lat w historii naszego kraju, kiedy pisało się na murach: „Prasa kłamie”, ale żeby aż do tego stopnia?

J.S.: Nie, nie znam tej inicjatywy.

K.G.: „Jerzy Szmajdziński po świętach ma zgłosić pomysł powołania ciała parlamentarnego roboczo nazwanego...” i tu właśnie nazwa, którą przed chwilą cytowałem.

J.S.: Wie pan...

K.G.: I to z Włodzimierzem Cimoszewiczem na czele?

J.S.: Nie znam takiej inicjatywy.

K.G.: To dobra okazja, by dementować pewne informacje w takim razie to dzisiejsze spotkanie. Kwestia obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Moskwie pana zdaniem jest na uroczystościach...

J.S.: Widzę, że atmosfera jest inna niż pięć lat temu, kiedy do Moskwy wyjeżdżał na 60 rocznicę obchodów zwycięstwa nad faszyzmem Aleksander Kwaśniewski. I to jest pozytywne, że jest inna atmosfera i nikt nie bardzo... zbyt głośno nie mówi, że prezydent Rzeczpospolitej nie powinien wziąć udziału. Oczywiście Lech Kaczyński wedle mojej opinii powinien być uczestnikiem tego spotkania, gdzie spotkają się głowy państw europejskich, ci, którzy... szczególnie tych państw, które miały największy wkład w zwycięstwo nad faszyzmem, a Polska jest tym...

K.G.: I obecność generała Jaruzelskiego tu nie ma nic do rzeczy?

J.S.: Generał Jaruzelski w pełni zasłużył, żeby w gronie kombatantów, którzy zostali zaproszeni, być na tych obchodach, bo jest nie tylko pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej, wybranym legalnie, ale również jest uczestnikiem walk, więc ma podwójny tytuł.

K.G.: Ale chyba rację mają ministrowie z Kancelarii Prezydenta mówiący o tym, że wszystko trzeba precyzyjnie i dokładnie ustalić przed wyjazdem Lecha Kaczyńskiego, żeby nie powtórzyła się taka sytuacja jak właśnie to, o czym pan wspomniał, to, co było pięć lat temu – Aleksander Kwaśniewski na trybunie honorowej w trzecim rzędzie, ledwo widoczny i wysłuchujący jeszcze o wkładzie antyfaszystów niemieckich w zwycięstwo.

J.S.: Wie pan, najlepiej się obrażać. Najlepiej się obrażać albo pamiętać o takich rzeczach...

K.G.: Ale nie czuł pan wtedy tego niesmaku?

J.S.: Wie pan, to Rosjanie sobie wystawiali świadectwo, natomiast byliśmy w gronie tych, którzy zwycięstwo nad faszyzmem doprowadzili, więc Rosjanie sobie wystawiają świadectwo. I pan Lech Kaczyński też nie będzie miał wpływu na to, co powie pan Miedwiediew. Więc niech panowie nie robią zbyt daleko idących narad, bo z tych narad... tymi naradami nie rozwiążą możliwych różnych problemów, które tam powstaną, a Aleksander Kwaśniewski siedział w takim miejscu, bo to wynikało, wie pan, z precedencji, a precedencja polega na tym, że albo się traktuje... najczęściej to jest według alfabetu i tak posadzili Rosjanie uczestników tamtego spotkania, ale ja rozumiem, że lepiej przypominać, że to było daleko, niż mówić według reguł, które w dyplomacji obowiązują.

K.G.: Ładnie pan to wytłumaczył w sumie, rzeczywiście.

J.S.: [śmieje się]

K.G.: O szkodliwości monopolu, jeśli pan pozwoli, panie marszałku, jeszcze słowo, że wybór kandydata Platformy na prezydenta będzie szkodliwy dla państwa. A to dlaczego?

J.S.: Każdy monopol jest szkodliwy, więc... A do tego nam towarzyszy nie tylko możliwość takiego monopolu, gdzie przewodniczący partii jest premierem i też będzie mógł dyrygować swoim pierwszym zastępcą, który został wyłoniony w prawyborach, ale także dlatego, że to nie zakończy wojny polsko–polskiej, to nie zakończy wojny polskiej prawicy z polską prawicą, która uznała, że to jest jedyny sposób na utrzymanie swojej pozycji rządzącej lub budowanie swojej pozycji opozycyjnej. I te dwie partie nakręcają się wzajemnie, angażują się, wokół konfliktów budują, gromadzą swoje zasoby personalne i wpływy w społeczeństwie, co jest szkodliwe dla państwa.

K.G.: Ale taki wariant to już mieliśmy niedawno.

J.S.: No i dlatego..

K.G.: W części jeszcze jest.

J.S.: Dlatego mówię, że każdy monopol jest szkodliwy. W Polsce potrzebna jest równowaga sił, w Polsce potrzebna jest równowaga polityczna, wtedy lepiej będą rozwiązywane polskie problemy, bo będzie się szukało porozumienia, a nie będzie obowiązywał demokratyczny, ale dyktat.

K.G.: Ale to widocznie społeczeństwo się niczego nie chce nauczyć, panie marszałku. Bo już mieliśmy prezydenta z lewicy i premiera z lewicy jednocześnie...

J.S.: Przecież mówię o tym.

K.G.: Prezydenta związanego z Prawem i Sprawiedliwością czy wręcz z Prawa... i premiera.

J.S.: To właśnie o tym mówię, że każdy monopol jest...

K.G.: Ale zaakceptuje pan wybór, jeśli zdecydują się na przedstawiciela Platformy Polacy?

J.S.: Teraz prowadzimy dyskusję, czy to dobre, czy złe. A jak już się staje, to się staje. Natomiast gdyby pan mnie pytał... Mogłem oczywiście udzielić odpowiedzi, która byłaby pewnie satysfakcjonująca: niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba i tyle. Ale jak pan pyta, czy to szkodliwe, czy nie, odpowiadam: szkodliwe i mam w tym zakresie swoje też doświadczenie.

K.G.: I na koniec sondaże. Pan jak zwykle sceptycznie podchodzi do sondaży, ale do tego to nie wiem, czy pan sceptycznie podejdzie, dla dziennika Gazety Prawnej i Polsatu News, badania Instytutu Homo Homini: Sojusz Lewicy Demokratycznej 13,9%, skok w porównaniu do ostatnich o 2,8.

J.S.: Ani nie radujemy się, kiedy jest lepiej, ani nie umartwiamy się, kiedy jest gorzej. Robimy swoje.

K.G.: Pan ma 6,8 poparcia w tych badaniach.

J.S.: Ani nie umartwiam się, ani nie raduję, kiedy było więcej.

K.G.: Czyli spadek o ponad 5 nie martwi pana w tej sytuacji.

J.S.: Nie umartwiam się.

K.G.: Jerzy Szmajdziński, Wicemarszałek Sejmu. Dziękujemy za wizytę.

J.S.: Kłaniam się.

31.03.2010

Powrot