Blogosfera

Siwiec: Narodziny celebryty

Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych przy Ministrze Infrastruktury, do niedawna miał na szczęście niewiele do roboty. Nieznany zupełnie szerszej publiczności pojawił się przed nią dopiero po katastrofie pod Smoleńskiem. Wszedł do gry bardzo mocno – zarzucił polskiemu rządowi niekompetencję, złą wolę i uleganie presji Rosjan. 

Później z tych zarzutów po cichu się wycofał, ale smród pozostał. Potem już niczego nie zarzucał, ale zaczął cedzić informacje: ile było głosów na nagraniu, kim byli goście w kabinie pilotów, że była presja, choć właściwie to jej nie było, itd., itd. Edmund Klich stał się postacią medialną, bo jako jeden z niewielu wysłuchał nagrań z czarnych skrzynek. Przed kamerami zaczął pojawiać się w coraz lepszych garniturach i modnych krawatach, co jest zrozumiałe, bo człowiek, który dysponuje tak tajemną wiedzą, musi w telewizji porządnie wyglądać.

Piszę te słowa z żalem i ze złością. Urzędnik państwowy przy tej tragicznej sytuacji postanowił zabłysnąć. Kompromituje się. Zawartość czarnych skrzynek powinna być upubliczniona, albo z mocnym uzasadnieniem utajniona. W innym przypadku będziemy mieli do czynienia z targowiskiem próżności, na którym znalazł się pan Klich.

P.S. Minister obrony narodowej ma pecha. W wielu publikacjach prasowych cytowany jest Klich, bez imienia…

Marek Siwiec

26.05.2010

Powrot