Blogosfera
Napieralski: Szlachetne zdrowie

Służba zdrowia w wydaniu rządowym od dłuższego czasu znajduje się w centrum uwagi społecznej. Można nawet powiedzieć, że im bardziej pani minister zdrowia jest z siebie zadowolona, tym służba zdrowia w odbiorze społecznym kojarzy się coraz gorzej. Niekończące się kolejki do lekarzy, ciągnące się miesiącami oczekiwanie na wizytę u specjalisty, niewykorzystany, drogi sprzęt medyczny, wieczne kłopoty szpitali z rozliczaniem usług medycznych, gonitwa za punktami, przerobienie pacjenta w jednostkę przeliczeniową, to są rzeczy niedopuszczalne. Dochodzi do skandali o nieodwracalnych skutkach. Oto kilka tygodni temu w centrum Warszawy zmarła żona profesora Pawła Bożyka, bo karetka nie przyjechała do jej mieszkania na czas – była potrzebna natychmiast, przyjechała po ponad godzinie.
Każdy obywatel naszego kraju ma prawo czuć się we własnym kraju bezpiecznie, a to między innymi oznacza, że jeśli jest w potrzebie, może liczyć na skuteczną, profesjonalną służbę zdrowia. Za swoje składki, które płaci całe życie, winien być leczony za darmo. Gwarantuje to zresztą Konstytucja. Sojusz Lewicy Demokratycznej i ja, jako jego przewodniczący i kandydat na prezydenta RP, nie zgadzam się na prywatyzację szpitali. Choć PO zaklina się, że - wbrew podejrzeniom - nie chce prywatyzować szpitali, to jednak ciągle mamy do czynienia z faktami, które nakazują zachowanie ostrożności. Oto przykład z ostatnich dni.
Jak poinformowała „Gazeta Wyborcza” (11/06/2010) Agencja Rozwoju Przemysłu włącza się w ratowanie służby zdrowia. Pożyczyła 40 mln zł Uniwersyteckiemu Centrum Klinicznemu w Gdańsku. - Jeśli ta interwencja się powiedzie, Agencja ruszy na pomoc innym szpitalom - zapowiada resort skarbu. Jakub Szulc, wiceminister zdrowia powiedział przy okazji: o działalności lekarskiej powinniśmy myśleć, jako o biznesie. Ochrona zdrowia to jedna z gałęzi gospodarki.
Poszczególne nuty czynią melodię Skoro biznes, to musi się opłacać, bo jak się nie będzie opłacał, to właściciel zamknie kramik … Powtarzam - jesteśmy zdecydowanie przeciw.
Nie jesteśmy ortodoksami, naszym zdaniem podstawową cechą nowoczesnej polityki społecznej musi być elastyczność. Dotyczy to także służby zdrowia. Nie uczynimy polityki społecznej enklawą wyjętą spod działań rynkowych, ale nie zwolnimy państwa z odpowiedzialności za status życia i los obywateli. Zapewnienie obywatelom bezpłatnej opieki zdrowotnej jest takim obowiązkiem. Dziś służba zdrowia wydaje się nie potrzebować pacjentów. Obywatel-pacjent zginął za procedurami.
Narodowy Fundusz Zdrowia zamiast dbać o leczenia Polaków, prowadzi zajadłą wojnę z lekarzami i pielęgniarkami. Nie wolno przyjmować pacjentów ponad narzucony limit czasu, bo lekarzowi nikt za to nie zapłaci. Szpital musi ograniczać przyjęcia chorych, bo ma nadwykonania. O 14-tej szpitale w Polsce pustoszeją więc, a drogi, specjalistyczny sprzęt, przykryty pokrowcami, czeka nie wiadomo na co.
To jest sytuacja nie do zniesienia. To wygląda tak, jakby Ministerstwo Zdrowia i NFZ grały na zmęczenie, jakby liczyły na to, iż będąc w skrajnej rozpaczy z powodu braku możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb zdrowotnych obywatele zgodzą się wreszcie na prywatyzację, na to, żeby płacili za leczenie. My mówimy – obywatele już płacą! I dlatego mają prawo żądać.
Płacimy za mało? Dobrze, rozmawiajmy, ile będzie w sam raz? Jako politycy uderzmy się w piersi i przyznajmy się, że popełniliśmy błąd dla pozornego poklasku obniżając składkę zdrowotną. Zanim jednak powiemy obywatelom, że pieniądze, które teraz płacą są niewystarczające, że składkę trzeba podnieść, zastanówmy się nad uszczelnieniem całego systemu finansowania służby zdrowia. W Polsce było już wiele eksperymentów, począwszy od pierwszych reform naszego ministra zdrowia, prof. Jacka Żochowskiego. Wyciągnijmy wnioski z porażek i zbudujmy wreszcie system, który będzie sprawiedliwy, będzie uwzględniał realia – na przykład fakt, że sprzęt diagnostyczny jest coraz droższy, albo, że na rynku usług zdrowotnych obok państwa mogą działać inne podmioty gospodarcze. To nie jest coś, co można odfajkować mniej lub bardziej zgrabnym hasełkiem wyborczym, sprawy zaszły bardzo daleko. Tak daleko, że gdyby nic nie zmieniać, to ten system pochłonie każde pieniądze, nie dając oczekiwanych efektów. Potrzebne są więc rozwiązania nie tylko nowoczesne, ale też niekonwencjonalne. Odpowiedzmy sobie na przykład na pytanie, po co właściwie utrzymujemy te dwie instytucje – ministerstwo Zdrowia i NFZ? Francja nie ma Ministerstwa Zdrowia, Finlandia i Węgry połączyły je z ministerstwem spraw socjalnych.
Niech więc i w Polsce Ministerstwo Zdrowia nie traci dłużej zdrowia na opiekowanie się nami. Z powodzeniem, w randze departamentu, może być włączone w strukturę Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej. Szkolnictwo, Uniwersytety Medyczne mogą być włączone w strukturę Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, higiena szkolna do Ministerstwa Edukacji, Inspekcja Sanitarna – gdzie bądź. Zamiast niesprawdzonego, kompletnie skompromitowanego pośrednika, jakim jest NFZ, pieniądze z budżetu dzielić może Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poprzez wojewodów, samorządy, fundusze ubezpieczeniowe i inne organy założycielskie. Pieniądze na profilaktykę, czy rehabilitację mogą być dostępne dla wszystkich w drodze konkursu ofert. Kto gwarantuje najlepszą obsługę pacjenta, ten może liczyć na państwowe dotacje. Likwidacja Ministerstwa Zdrowia i NFZ, to oszczędzone pieniądze, które z pożytkiem można wykorzystać dla dobra pacjentów. Jako prezydent będę patronował wszelkim inicjatywom, których celem będzie unowocześnienie polskiego systemu zdrowotnego, a jeśli takich nie będzie, zainicjuję je sam.
Grzegorz Napieralski
17.06.2010










