Blogosfera
Siwiec: W cieniu zwycięskiej walki o kabanosa

Bardzo podobał mi się wczorajszy dzień na zjeździe "Solidarności". Każdy pokazał swoje prawdziwe oblicze i nie mam żadnych wątpliwości, w jakiej skórze będzie występować – Bronisław Komorowski (niekontrowersyjny), Donald Tusk (zaczepny), Jarosław Kaczyński (bezczelny i prowokujący), Kościół (nieobecny), Śniadek (żałosny). Jedynie pojawienie się pani Henryki Krzywonos było dowodem na istnienie "ducha Solidarności". Dobrze, że ten duch jest, ale szybko znika i konkretnych spraw nie załatwia. Niestety, wszystko to odbyło się za państwowe pieniądze…
Za te same pieniądze władze mojego państwa (prezydent i premier) zostały zlekceważone i obrażone przez organizatorów. Scena, w której czekają kilkanaście minut na "Wielkiego Przywódcę", powinna być pokazywana na lekcjach protokołu dyplomatycznego z opisem: jak upokorzyć niechcianych gości.
Kilka innych obserwacji:
na sali dostrzegłem szefa OPZZ, Jana Guza, to coś nowego,
akcje posłanki Szczypińskiej znowu wzrosły – siedząc obok prezesa chciała zabić wzrokiem panią Krzywonos (tym razem się jednak nie udało),
"Wielki Przywódca" oświadczył, że mówi w imieniu brata. Czyli w czyim? Byłego prezydenta.
I niech tak zostanie.
P.S A wszystko to odbyło się w cieniu zwycięskiej walki z Niemcami o kabanosa!
Marek Siwiec
31.08.2010










