Blogosfera

Iwiński: Religia w szkołach - 20 lat chaosu

Mijają właśnie dwie dekady od powrotu religii do polskiej szkoły. Jak celnie zauważył na łamach „Tygodnika Powszechnego” Cezary Gawryś - teolog i były redaktor naczelny „Więzi” - „gdy biskupi mówią językiem tryumfu, katecheci użerają się z młodzieżą”. A wie co mówi, ponieważ sam przez kilka lat był katechetą w jednym z warszawskich liceów.

20 lat temu nauczanie religii wprowadzono „tylnymi drzwiami”. Zostało też ono usankcjonowane (w art. 12) przez konkordat podpisany z Watykanem przez odwołany już rząd Hanny Suchockiej (od wielu lat ambasadora przy Stolicy Apostolskiej) w lipcu 1993 r., choć ratyfikowany dopiero po pięciu latach. Lekcje religii (nie religioznawstwa, który to przedmiot byłby nader pożyteczny!) miały być do wyboru z lekcjami etyki i odbywać się jako pierwsze lub ostatnie zajęcia, aby zagwarantować uczniom swobodę uczestnictwa. Praktyka jest jednak zupełnie odmienna. Religia jest nauczana przez ponad 32 tys.katechetów w trzech czwartych szkół, a etyka w mniej niż 3% (niecały tysiąc) przez niewielu ponad 800 nauczycieli. Pomijam ważny aspekt finansowy utrzymania katechetów, a ponadto lekcje odbywają się z reguły w środku dnia. Z rozporządzenia ministra edukacji narodowej z 2007 r. wynikało, iż potrzeba minimum 7 uczniów do zorganizowania międzyklasowych zajęć z etyki. Jak widać to wyjątki. Czyż można zatem wierzyć minister Hall, która wczoraj ogłosiła, że jeśli uczeń zgłosi chęć udziału w zajęciach religii to szkoła ma obowiązek je organizować? W sumie chaos trwa, a taka sytuacja nie występuje w żadnym państwie Unii Europejskiej.

Co więc uczynić? Na krótką metę przygotowywać nauczycieli etyki, a długofalowo wprowadzić do szkół filozofię. Przestrzegać wcześniejszych ustaleń! Wprowadzić obowiązek wydawania podwójnego świadectwa przez szkoły i nie wliczać stopnia z religii/etyki do średniej. Niedawny wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (sprawa Grzelak przeciw Polsce) jest druzgocący dla naszych władz i niestety kompromituje też odnośne orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Jesteśmy  z o b o w i ą z a n i jako państwo wyciągnąć z tego wnioski.

Lewica nie walczy z Kościołem Rzymskokatolickim ani z żadnym innym. Chcemy jedynie przestrzegać zapisów konstytucji - preambuły i art. 25.Polaka jest dla wierzących w Boga i nie podzielających tej wiary. Kościoły są równouprawnione, a władze publiczne zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych. Mylą się Ci, którzy zarzucają lewicy koniunkturalność i  niewiarygodność (m.in. Sławomir Sierakowski). SLD nigdy samodzielnie nie rządził, zaś konkordat został ratyfikowany po utracie przez nas władzy. Po roku 2001 uznaliśmy z kolei za priorytet wprowadzenie Polski do Unii na najlepszych z możliwych warunkach, stąd współpraca z Kościołem (wymóg zaaprobowania tej decyzji w referendum, co wymagało ponad 50%-ej frekwencji) dla osiągnięcia historycznego celu była warta mszy. Dziś dodatkowo istotne jest uwzględnianie standardów europejskich.

Trzeba doprowadzić do poważnej debaty w Sejmie na ten temat i domagać się od rządu - odpowiadającego przed tą właśnie Izbą - respektowania prawa. Odrębną kwestią jest potrzeba wprowadzenia do szkół obowiązkowych lekcji wychowania seksualnego. I pod tym względem trzeba brać przykład od innych państw. Wiele lat temu, gdy byłem pierwszy raz w Szwecji, widziałem w jednej z tamtejszych szkół napis: „Uważajcie na ciężarne koleżanki”.

Ale później mądrzy Skandynawowie wyciągnęli właściwe wnioski!

Tadeusz Iwiński

02.09.2010

Powrot