Gorący temat

MARSZ RÓWNOŚCI – BOLESNE KONSEKWENCJE. Współpracownicy Marka Siwca pobici podczas demonstracji 17.11.2008

 

 

 

Jak co roku ulicami Poznania, stolicy Wielkopolski, przeszedł Marsz Równości. Około trzystu demonstrantów chronionych było przez 350 policjantów. Hasła równości, tolerancji i różnorodności nie są jednak wartościami dla grupy chuliganów, którzy zaraz po marszu zaatakowali i pobili kilku młodych aktywistów niosących banery z hasłem „Różnorodności Tak, Nietolerancji Nie” i logiem Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim. Współpracownicy Marka Siwca, wiceprzewodniczącego PE,
którzy w Marszu Równości uczestniczą każdego roku, zaatakowani zostali tylko dlatego, że opowiadają się za hasłem różni i równi, dlatego, że sprzeciwiają się nietolerancji i dyskryminacji. Mateusz, który niedawno zainteresował się działalnością społeczną, a sobotni marsz był dla niego pierwszą w życiu publiczną manifestacją, został brutalnie skopany tylko za to, że niósł transparent PES. Towarzyszącej mu dziewczynie, Magdzie, wykręcono ręce, aby odebrać banery. Pozostali zdołałali uciec przed napastnikami.

W wydanym zaraz po zajściu oświadczeniu Marek Siwiec napisał: ”Tak długo, jak większość społeczeństwa nie potępi bandytyzmu, nie potępią go elity, nie potępią go działacze legalnych partii politycznych, tak długo Polska w oczach Europy i Świata będzie krajem, z którym kojarzyć się będą słowa: dyskryminacja, rasizm i ksenofobia. Aby wyeliminować te niegodne XXI wieku zachowania z naszego życia publicznego potrzeba wspólnych działań polityków, dziennikarzy i społeczeństwa. Apeluję o wspólne potępienie bandytów”. Sobotnie wydarzenie pokazuje, że dopóki wrogowie tolerancji i demokracji będą bić zwolenników tych wartości tylko dlatego, że publicznie demonstrują swoje poglądy, dopóty Marsze Równości muszą być organizowane, musimy brać w nich czynny udział, a Marek Siwiec jako eurodeputowany opowiadać się będzie za przyjmowaniem rezolucji Parlamentu Europejskiego na temat ksenofobii, której bolesnym dowodem są siniaki na głowach niewinnych ludzi.

Powrot